1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer

PODSUMOWANIE 2019

Miniony rok 2019 mogę uznać za udany.  Wzmocniłem organizm, nabrałem nieco sił, doprowadziłem do zmniejszenia ilości złogów w układzie moczowym. To wszystko sprawiło, że w tym roku ani razu nie musiałem korzystać z usług szpitalnych. Oczywiście jestem w stałym kontakcie z lekarzem rodzinnym, odbyłem również kontrolne wizyty w kilku poradniach, Liczne wizyty w gabinecie medycyny komplementarnej. Jednak oceniam swój stan jako ,, stabilny-plus,, jestem z tego kontent. Nie oznacza to, że nic oprócz paraliżu mi nie dokucza. O, lista jest długa;  przykry ból neuropatyczny, dokuczliwa spastyka, przyparcie powierzchni stawowych, ból lędźwi, zatykający się cewnik oraz parę innych z tym związanych przykrości, czy wykryta niedawno borelioza. Warto jeszcze wspomnieć o pozostałej po operacji  i niemożliwej do usunięcia masie guza w moim kręgosłupie szyjnym, który jest pierwotna przyczyną moich dolegliwości. Pozostają oczywiście również niedogodności związane z brakiem możliwości samodzielnego ,, drapanie się po nosie,, a także wykonywania wszelkich czynności samoobsługowych. Mocno to komplikuje codzienne funkcjonowanie i ogranicza mnie czasowo, gdyż jestem uzależniony całkowicie od pomocy innych osób. Każdą czynność muszę zaplanować i poprosić o jej wykonanie w czasie gdy ktoś jest w domu. Również wyjście z domu i powrót, wiąże się z precyzyjnym rozplanowaniem czasu, tak by można było mnie ubrać i otworzyć drzwi. Najważniejsze jest jednak to, że mam teraz bardzo dobry zespół opiekuńczo pomocniczy i mogę spokojnie ogarniać temat. Dzięki niewielkim  ruchom lewej dłoni, mogę obsługiwać joystick oraz panel sterowniczy mojego wózka. To naprawdę bardzo dużo dla mnie znaczy, że samodzielnie mogę pomykać chodnikami mego miasta. Nie tylko chodnikami, bo również ścieżkami, podwórkami, alejkami parkowymi, czasami również i ulicami, tam gdzie nie da się przejechać chodnikiem lub chodnik jest w kiepskim stanie. A takich wbrew pozorom jest sporo. Czasami korzystam również z pomocy przypadkowo spotkanych po drodze osób. A to poprawić okulary, które chronią oczy przed muszkami, kurzem ulicznym, pyłkami roślin, a to rozpiąć jak gorąco kurtkę,  a to powycierać nos. Razu jednego poprosiłem nawet jednego pana o to aby podrapał mnie po policzku. Jadąc ścieżką rowerową najechałem na babie lato. Słuchajcie, jak ta cieniutka niteczka łaskotała mnie po twarzy. Bardzo często mnie swędzi i tu i tam, ale wiem że muszę wytrzymać. W tym przypadku po dłuższej chwili jazdy skapitulowałem  i poprosiłem o drapanko. Razu pewnego znów, mały pajączek chodził mi po czole i twarzy. Swędziało również ale nie chciałam nikogo prosić, bo były same ładne panienki i nie chciałem się narażać na zarzut, że wykorzystuje ich aksamitne dłonie do tego celu. Pajączek jednak długo chodził az w końcu dotarł do ucha. Nie wiem jaki był jego los, ale ja nie czułem aby sam wyszedł.   Bardzo wiele takich sytuacji miałem tego roku. Sytuacji na które generalnie sprawne osoby nie zwracają nawet uwagi, bowiem wystarczy jeden ruch ręki i sytuacja jeśli zażegnana. Ja muszę trwać w tym stanie niewygody i przetrzymać aż samo przejdzie.  Ale wszystko się da znieść, bo przecież nie ma rzeczy niemożliwych, oczywiście oprócz tych które są niemożliwe. Szczególnie w lecie można mnie było spotkać często na przejażdżkach. Odbywałem coraz dłuższe podróże. Byłem w Prałkowcach, byłem w parku Lubomirskich, na Monte Cassino, na Lipowicy. Zajechałem raz w upalny dzień na przemyskie stawiki. Tam zaliczyłem małą przygodę. Chciałem podjechać żwirowa dróżką na drewniany pomost, przy jednym stawiku. Nie oceniłem  głębokości warstwy żwiru i zakopałem się w nim. Nie było żywej duszy, cisza, spokój i moja trwoga. Co począć, Jak się wydostać z tej żwirowej pułapki. Próbuję ale koła buksują w miejscu. Z 15 minut kombinowałem i kombinowałem w końcu wyjechałem. Odetchnąłem z ulgą, bo nie musiałem dzwonić z prośbą o pomoc. Byłoby mi głupio, że taki stary a taki głupi. Ale czego się nie robi, gdy drzemie w człowieku chęć poznania, doświadczenia i spełnienia celu. Ale, byłem również w Zakopanem. Była to jednodniowa wycieczka w góry, dzięki mojej koleżance. Byłem również w Rzeszowie z moim kolegą. Kilka razy wyjeżdżałem również na bliższe i dalsze wojaże z moim synem. Wielka frajda dla mnie, gdy mogę jechać autem, szkoda tylko że nie za kierownicą. Ale lepszy rydz niż nic. Mam zaproszenie od mojego znajomego na jazdę po torze wyścigowym sportowym autem. Planuję to zrealizować w przyszłym roku. Jeszcze wiele rzeczy przede mną. W końcu mój projekt ,, Pokonać niepełnosprawność w drodze po obrzeżach świata,, czeka na realizację. A ja wciąż wierzę, że uda się go zrealizować. Przypomnę tylko, że pierwszy etap ,, Drogami wzdłuż granic kraju,, został osiągnięty. Jego opis jest na mojej stronie www.miroslawbar.pl. Wszystko jeszcze przede mną, bo świat stoi otworem, tylko trzeba z niego korzystać. Oprócz tego, że dużo podróżowałem, to oczywiście dużo ćwiczyłem z moimi rehabilitantami. Bowiem rehabilitacja to podstawa mojego funkcjonowania, tak jak racjonalne odżywianie, właściwy odpoczynek  czy przyjmowanie środków farmakologicznych. I oczywiście świadomość istnienia i świadome życie. Pozostały czas spędzam na czytaniu. Czytam, czytam i jeszcze raz pytam. A jak oczy Już się zmęczą to słucham wykładów, paneli dyskusyjnych i niezależnych programów. Można byłoby jeszcze pisać i pisać, ale nie będę was zanudzał a i tak dziękuję że to przeczytaliście. Ze zdrowotnym pozdrowieniem  Miras

Go to Top