1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer

Bo liczy się serce

Image Gdy człowiek nie może wykonywać najprostszych czynności czy obowiązków domowych, gdy nie może kontynuować pracy zawodowej, nie może realizować swoich zainteresowań, pasji i z dnia na dzień zostaje odcięty od tego co dla każdego jest normą - zastaje zamknięty w kapsule, kapsule niemocy. Wie, że nie ma takiego specyfiku, który mógłby pomóc, wie, że czeka go katorżniczo ciężka praca by powoli krok po kroku stawać na nogi, by po raz kolejny w życiu odzyskiwać sprawność fizyczną i nie wie jaki będzie efekt finalny - wówczas potrzebuje wsparcia. Nawet najtrwalszy z najtrwalszych potrzebuje, nawet człowiek z marmuru czy z żelaza oczekuje wsparcia. Choć jestem zahartowany w boju, bo piąty raz w życiu uczę się chodzić, choć znam różne psychologiczne techniki radzenia sobie w trudnych sytuacjach, jestem wdzięczny tym wszystkim, którzy do mnie dzwonili by coś powiedzieć, opowiedzieć, o coś zapytać. Tym wszystkim, którzy mnie odwiedzali, tym, którzy ofiarowali mi swoją pracę w postaci pomocy w różnych czynnościach i pracy twórczej tzw. laurek, którzy czasami podrzucili jakiś smakołyk, którzy pytali się w czym mogą pomóc, którzy modli się za mną, tym którzy pozytywnie myśleli o mnie. Bo liczy się serce. A może to właśnie dlatego są ludzie z marmuru i żelaza, a nawet z grafenu, bo mają wsparcie i wiedzą, że sami nie zostają – bo przyjaciół poznaje się w biedzie.

Mojej najbliższej rodzinie, która pomaga mi w codziennych czynnościach, jednocześnie wyręczając mnie z "męskich" obowiązków domowych. Rodzicom za wsparcie i wykonywanie przyrządów rehabilitacyjnych i pomoc w ćwiczeniach, mojej babci i cioci Danie, które same zmagają się z problemami zdrowotnymi a mnie wspomagają. Kuzynowi Artkowi za pamięć i pomoc w najtrudniejszych momentach, kuzynom Anicie i Grzesiowi za nieocenioną pomoc w kontakcie z prof. Markiem Haratem i podczas moich pobytów w bydgoskiej klinice, sąsiadowi i przyjacielowi Bogusiowi za coniedzielne dyskusje i degustacje, przyjacielowi Krzyśkowi za pomoc w transporcie i rybki, mojej rehabilitantce Bożenie za przeszło trzy letnie wielkie zaangażowanie w pracę ze mną i rehabilitantowi Piotrowi za poszukiwanie przyrządów rehabilitacyjnych. Krakowskim rehabilitantom Magdzie, obu Ankom i Agnieszce za ich fachowość. Wielu moim pracownikom pedagogicznym – nauczycielom i niepedagogicznym, którzy mnie odwiedzali w szpitalu, w domu, telefonowali, mailowali, sms-owali i którzy nadal na mnie czekają w mojej szkole - za dowody pamięci, sękacze, amoniaczki, grzybki, nalewki, którymi uprzyjemniali mi długie wieczory. Setkom uczniów i rodzicom którzy przekazują dowody sympatii i wsparcia. Wielu lekarzom z którymi miałem kontakt – za fachowość i życzliwość. Księżom za odprawianie mszy w mojej intencji, siostrom zakonnym za kilkutygodniową gościnę w krakowskim klasztorze. Tym moim koleżankom i kolegom dyrektorom szkół a także nauczycielom innych szkół, naczelnikowi Piotrowi, prezydentom – Robertowi i Darkowi za odwiedziny w szpitalu, domu i wsparcie którego mi udzielali. I wielu, wielu innym znajomym bliższym i dalszym, którzy w sposób właściwy dla siebie okazywali mi wsparcie odwiedzając mnie i śląc dowody sympatii.

Jak to w życiu zwykle bywa są też osoby, które gdy już jestem nieprzydatny, zapomniały o mnie. Nie zadzwonią, o nic się nie zapytają i niczego mi nie powiedzą "co w trawie piszczy". Bywali i lekarze, którzy nierzetelnie a nawet lekceważąco mnie traktowali i pielęgniarki które potrafiły powiedzieć "noc jest do spania a nie do sikania" a ja dalej w mokrym leżałem. A może i oni mieli dobre intencje tylko coś nie wyszło.
Jak mawiają Francuzi c'est la vie . TAKIE JEST ŻYCIE.

Jeśli zastanawiasz się, czy możesz mi jakoś pomóc – kliknij proszę tutaj - każdy wyraz wsparcia jest dla mnie bardzo ważny i dzięki Twojej pomocy szybciej wrócę do zdrowia!

Go to Top