1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer

ZAMEK

Pojechałem proszę was w ostatnią niedzielę na koncert Krzyśka Iwaneczko, który odbył się na przemyskim Zamku Kazimierzowskim w ramach I Gali Charytatywnej  na rzecz  hospicjum "Betania ". Wyjazd na wzgórze zamkowe dla wózka inwalidzkiego nie należy do łatwych. Stromy podjazd  to nie jedyna i nie   największa przeszkoda. Te czyhały gdzie indziej. Pierwszą jest  trudny do sforsowania ze względu na krzywizny przejazd przez bramę wjazdową. Kolejnym wyzwaniem jest pokonanie kamienistego i równie stromego podłoża przy wjeździe na dziedziniec zamkowy. Jednak znacznie trudniejszy jest zjazd. Powiem wam, że miałem nieco piętra, gdy na bardzo nierównym i  stromym  podłożu wózek zaczął się niestabilnie zachowywać. Było już niemal ciemno, do tego padał deszcz a ja miałem założoną na siebie pelerynę z kapturem, który ograniczal widoczność na boki. Przy zachowaniu największej ostrożności niezmiernie delikatnie operując dżojstikiem, dotarłem do bramy wjazdowej i szykowałem się do pokonanie tego kolejnego utrudnienia. Przesunąłem środek ciężkości wózka ku tyłowi pochylając oparcie i rozpocząłem operację wyjazd. Na szczęście z góry schodziły dwie młode dziewczyny, które poprosiłem o asekurację. Czyniły to z wielkim oddaniem ale mój niepokój z każdym pokonanym centymetrem narastał, bo wychylenie wózka pogłębiało się. Nie utrzymywałem również ciężaru mojego ciała na oparciu a to spowodowało u mnie niemal  panikę  widząc oczami wyobraźni upadek. Czy wózek samoczynnie utrzymał stabilność, czy dwie młode niewiasty utrzymały go,  to nie mnie oceniać bo tego nie kumam. W tym newralgicznym momencie dołączył do nas również wracający z koncertu @ Piotr słaby. Towarzyszył mi później, asekurując zjazd aż do rynku. Tam również skorzystałem z pomocy znajomych @ Iwony poliszak i@ Violetta, które poprawiały na pelerynę, bo ta opadając na oczy zasłoniła pole widzenia.  Pozostałą część drogi pokonałem już bez problemów. To był mój pierwszy wjazd do sali teatralnej w zamku na wózku, ale sądzę że bez " twardej "asekuracji już tam nie pojadę, tym bardziej że z wjechaniem do sali też były spore problemy ze względu na brak właściwych podjazdów i wjazdów. Takie przygody w moim wykonaniu to nie pierwszyzna, bo zaliczyłem już parę trudnych zjazdów i parę innych mrożący krew w żyłach sytuacji. Wiem, wiem trzeba uważać, ale jak ciekawość pędzi mnie do przodu , a chęć bycia "tam "jest silniejsza niż...... A przecież taki upadek z wózka w moim przypadku byłby końcem życiowej przygody, ze względu na zmiany w kanale kręgowym mojego kręgosłupa. Z cieplutkimi  pozdrowieniami, Mirek

Go to Top