OPERACJA

  • Drukuj

Pozbyłem się kilku szufli żwiru, który wyprodukowałem w swoim narządzie wydalniczym. Nie było wyjścia i musiałem trafić na stół pod wprawne ręce chirurga. Ale co tam, rachu ciachu i po piachu,  godzinka i 5 minut  i po krzyku. Zawsze jak mnie usypiają to proszę o kolorowe i ładne sny, ale i tym razem chyba zapomnieli, bo  nie pamiętam żebym śnił. Tak już mam widocznie, że twardo śpię. Ale raz miałem taką operację, a było to dokładnie 44 lata temu, że podali mi zbyt słabą dawkę wstępnej narkozy i przystąpili do czynności przed operacyjnych przy mojej częściowej świadomości. Było to niezmiernie paskudne uczucie, gdy wie się że będą  kroić kręgosłup szyjny i że to długa i skomplikowana operacja a człowiek wszystko czuje i nic nie może powiedzieć, choć tak bardzo chce zakomunikować, że jeszcze nie czas, że jeszcze nie teraz, że jeszcze nie śpię. Czułem narastający niesmak w ustach i męcząca i bolesną intubację, chciałem krzyczeć ale nie mogłem, twarze pielęgniarek i lekarza zaczęły się rozpływać w mgle, czułem jak wyginają mi głowę, jak układają do operacji. Mam w pokładach pamięci różne doznania i przygody związane z moją walką o trwanie przy życiu. Ale teraz było spoko. Kroplóweczka w żyłę i odpływamy, film się urywa, a po wszystkim pobudka. Chciałbym, aby operacje były filmowane i potem można było pooglądać przebieg czynności chirurgicznych. Byłoby to ciekawe. Mój pobyt w szpitalu musiał się wydłużyć o jeden dzień ze względu na drobne komplikacje pooperacyjne, które dzięki podjętym czynnościom przez lekarzy udało się szybko wyeliminować i w niedzielne popołudnie mogłem zostać przeniesiony z łóżka do mojego wózka, ubrany, spakowany i mogłem ruszyć w drogę do domu. Niestety ale musiałem zrezygnować z trzech  zaplanowanych na sobotę i niedzielę imprez. Szkoda, ale mus to mus. Parę dni i dojdą do siebie. Tylko pogoda musi dopisać bo chcę nadrobić zaległości. Cieplutko pozdrawiam. Mirek