1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer

Previous
Next

O mnie Mirosław Bar

ImageUrodziłem się w 1960 roku w Przemyślu. Od 28 lat jestem w związku małżeńskim z Ewą. Mamy dwoje dzieci – syna Arkadiusza lat 25 i córkę Annę lat 17

Więcej »

Historia choroby Od pierwszych objawów do dzisiaj

ImageByła jesień 1975 roku. Siedziałem w czwartej ławce na lekcji fizyki, gdy nagle przed oczyma zaczęły mi się pojawiać niewielkie przeźroczyste okręgi.

Więcej »

Jak można pomóc 1% z PIT, darowizna, zbiórka publiczna

ImagePrzekaż swój 1 procent
To nic nie kosztuje!
Możesz dać mnie, zamiast fiskusowi.

Więcej »

25Wrz

ODBIŁEM SIĘ OD DNA

 Odbijam się od dna. Nie oznacza to jednak, że jestem już na powierzchni. Cały czas meandruję w labiryncie podwodnych jaskiń. Trzy tygodnie temu leżąc na szpitalnym łóżku przemyskiego szpitala, nie byłem w stanie poruszyć żadną kończyną, nie mogłem nawet wyprostować palców z zaciśniętej  dłoni. O zmianie pozycji nie było mowy. Leżałem jak kłoda. To uczucie bezsilności znam doskonale bo wszak kilka razy w moim życiu dopadał mnie paraliż. Tym razem bezpośrednim powodem  było przedawkowanie stroków farmakologicznych rozluźniających mięśnie –baklofen, mydokalm i sirdalud. Do tego wysoka temperatura ciała, wynikająca z infekcji  pęcherza moczowego i ponownie byłem wyzerowany. Po stopniowym odstawieniu farmakologii, powoli mięśnie zaczęły reagować na zamiary głowy. Dziś jestem w domu, ale powrót do stanu wyjściowego zapewne zajmie mi sporo czasu. Jestem na razie niestabilny, zmniejszyły mi się zakresy ruchu  kończyn, jestem ogólnie słabszy. Muszę w większym zakresie korzystać z pomocy innych osób. Jako że prawie cały czas jestem sam w domu „wynająłem” pielęgniarkę, która pomaga mi w wielu czynnościach, które wcześniej byłem w stanie sam wykonać. Borykam się z tymi problemami nie pierwszy raz w życiu, ale to co mogę stwierdzić to to, że za każdym razem jest trudniej pokonywać przeszkody. Nie poddaję się jednak i pracuję nad sobą by odzyskać straconą sprawność i by być w większym stopniu samodzielny i niezależny od pomocy innych osób. To niezmiernie ważne, by móc samemu się umyć, ubrać, by zjeść gdy ma się ochotę a nie gdy ktoś przyjdzie i poda. Mój wysiłek jest widoczny w postępach jakie robię, czuję progres. Choć wiem, że  daleka droga przede mną. Najważniejsze jednak jest to  by, nic złego i niezależnego ode mnie się   nie wydarzyło. Doświadczony ciężarem traumatycznych przeżyć, mam  niestety teraz taką obawę. Siedzi mi to gdzieś z tyłu głowy, że ja będę ciężko harował  nad każdym detalem mojej sprawności a  tu przyjdzie „licho” i znów mi zabierze tak mozolnie wypracowaną względną niezależność. Wiem łatwo powiedzieć nie myśl o tym, wyrzuć to z siebie. Trudno to jednak uczynić ot tak sobie. Trzeba do tego dojrzeć a na to potrzeba czasu. Z moim niestety bardzo bogatym doświadczeniem w zakresie walki o zdrowie jestem uznawany  nawet  przez samych lekarzy, za eksperta od którego wszyscy mogą tylko się uczyć i czerpać wiarę, siłę, determinację czyli to co potrzebne jest by wygrać. Teraz sam z siebie muszę wziąć przykład, wykorzystać dorobek czterdziestoletnich doświadczeń i pokonać to co mnie dręczy i z przyjemnością i swobodą zasiąść za kierownicą mojej Toyoty i poczuć smak wolności pokonując kolejne kilometry i realizując kolejne cele.

13Wrz

PONOWNIE SZPITAL

Pierwszego września ponownie trafiłem do szpitala. Powodem hospitalizacji był nagły wzrost spastyczności (wzmożone napięcie mięśniowe) taki mocny skurcz wszystkich mięśni. Spowodował on sztywność kończyn. Zaś podane w szpitalu leki rozluźniające spowodowały całkowity bezwład. Dodatkowo przyplątało się  zapalenie pęcherza. Na szczęście te negatywne objawy ustępują, co pozwoliło mi opuścić szpital i kontynuować rehabilitację w domu. Bardzo dziękuję wszystkim za wsparcie, słowa otuchy i przekaz energii i pozytywnych fluidów. Teraz czeka mnie jak zwykle ciężka praca by odzyskać utraconą sprawność. Powiem szczerze,  nie jest lekko, bo w końcu ile można. Ale mimo tych wszystkich przeciwności muszę znów udowodnić, że wiara i ciężka praca czyni cuda i że nie ma rzeczy niemożliwych. Trzymajcie kciuki i wspierajcie myślą a będzie mi łatwiej wrócić  do działania i realizacji moich pomysłów i projektów.

Film

Ulotka str.1

Pierwsza strona ulotki

Ulotka str.2

Druga strona ulotki

Patronat PZM

Patronat nad wyprawą Polskiego Związku Motorowego
Go to Top