1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer

Previous
Next

O mnie Mirosław Bar

ImageUrodziłem się w 1960 roku w Przemyślu. Od 28 lat jestem w związku małżeńskim z Ewą. Mamy dwoje dzieci – syna Arkadiusza lat 25 i córkę Annę lat 17

Więcej »

Historia choroby Od pierwszych objawów do dzisiaj

ImageByła jesień 1975 roku. Siedziałem w czwartej ławce na lekcji fizyki, gdy nagle przed oczyma zaczęły mi się pojawiać niewielkie przeźroczyste okręgi.

Więcej »

Jak można pomóc 1% z PIT, darowizna, zbiórka publiczna

ImagePrzekaż swój 1 procent
To nic nie kosztuje!
Możesz dać mnie, zamiast fiskusowi.

Więcej »

18Kwi

WYGRANA Z ZUS-em

 

 Jako obywatel III Rzeczpospolitej Polskiej czuję się oszukany, upokorzony, wręcz sponiewierany przez polski system ubezpieczeń społecznych, który sprawił, że mimo ciężkiej choroby - paraliżu spastycznego czterokończynowego, który powstał w wyniku wypadku w pracy,  przez 11 miesięcy pozostawałem bez środków do życia, a przez kolejne 11 miesięcy musiałem walczyć przed sądem o swoje prawo do właściwego świadczenia. Po blisko dwóch latach udowadniania prawdy oczywistej doczekałem się sprawiedliwości. Ale o tym musiał zadecydować sąd wydając korzystny dla mnie wyrok w imieniu Rzeczpospolitej.

 

            Od 1 września 2014 roku byłem poza stosunkiem pracy bez żadnych świadczeń. Pomimo, że 14 sierpnia 14 roku, został złożony wniosek do ZUS o rentę i ustalenie procentowego uszczerbku na zdrowiu z tytułu wypadku przy pracy, postępowanie  trwało miesiącami. Byłem badany przez dziewięciu, tak dziewięciu lekarzy ZUS-u, czterokrotnie musiałem jeździć do oddalonego o 85 km Rzeszowa do siedziby ZUS-u pomimo, że lekarz prowadzący wystawiając wniosek rentowy zaznaczył,  że ze  względu na mój stan chorobowy badanie ma się odbyć w domu. Pierwsze orzeczenie lekarza orzecznika ZUS z dnia 18.11.2014 jakie otrzymałem brzmi „nie stwierdza się zaburzeń funkcji organizmu w wyniku upadku”. Odwołałem się od niego w dniu 25.11.2014r. 30 stycznia br. otrzymałem z ZUS – orzeczenie lekarza orzecznika z dnia 27.01.2015r. w brzmieniu „ Jest Pan całkowicie niedolny do pracy” i „ Jest Pan niezdolny do samodzielnej egzystencji”. Jednocześnie otrzymałem orzeczenie komisji lekarskiej z dnia 22.01.2015r. a w ślad za tym decyzję z dnia 26.01.2015 o odmowie odszkodowania, bowiem przebyty uraz uznany jako wypadek przy pracy nie pogorszył stopnia niepełnosprawności, gdyż nie można ustalić daty postania niepełnosprawności. Jest to całkowicie niezgodne ze stanem faktycznym, gdyż to upadek w pracy  z dnia 3.01.2013r. spowodował dramatyczne konsekwencje i w sposób zdecydowany pogorszył mój stan zdrowotny. Aktualny  stan chorobowy to „paraliż spastyczny czterokończynowy” (szpitalna karta informacyjna). Faktem jest, że w 1976r. w wyniku nerwiaka (guz nowotworowy) zlokalizowanego na poziomie C2-C3, (odcinek szyjny kręgosłupa) doznałem lewostronnego porażenia. Po operacji  usunięcia nerwiaka drogą  laminektomii, przeprowadzonej w dniu 16.08.1976r. funkcje ruchowe  w   porażonej części ciała wróciły do pełnej sprawności. Pozostała jedynie niewielka różnica w czuciu po lewej stronie. Faktem jest również, że po upadku w dniu 14.08.2010r. doznałem czterokończynowego porażenia w niewielkim stopniu - cyt. „niedowład czterokończynowy stopnia niewielkiego, większy w kończynach lewych, ze spastycznie wzmożonym napięciem mięśniowym w kończynach lewych. Opadanie stopy lewej” ( karta informacyjna).  W wyniku prowadzonej rehabilitacji objawy porażenia niemal całkowicie  ustąpiły a ja odzyskałem sprawność funkcji we wszystkich kończynach co pozwoliło mi na powrót do pracy w dniu 26.11.2010r. Jedyną dolegliwością jaka mi pozostała to lekkie utykanie na lewą nogę. W marcu 2011r. przeprowadziłem badanie profilaktyczne w specjalistycznym gabinecie medycyny pracy w wyniku którego stwierdzono - cyt. „brak przeciwskazań zdrowotnych do wykonywaniu pracy na stanowisku”, wyznaczając kolejny termin badania za dwa lata (orzeczenie lekarskie o zdolności wykonywania zawodu). W sierpniu 2011r. Prezydent Miasta Przemyśla powołał mnie na kolejną kadencję na stanowisku dyrektora szkoły a zgodnie z obowiązującymi przepisami by powołanie takie nastąpiło wymagany jest odpowiedni stan zdrowia udokumentowany stosownym zaświadczeniem uprawnionego lekarza medycyny pracy.  W dniu 24.01.2012r. doznałem kolejnego wstrząśnienia rdzenia z lekkim porażeniem, które po kilkunastu  godzinach ustąpiło - cyt. „w trakcie obserwacji szpitalnej dolegliwości ustąpiły i nastąpiła poprawa neurologiczna. Spionizowany, samodzielny ruchowo w dniu wypisu” (wypis ze  szpitala). Po czterodniowym zwolnieniu lekarskim będąc w normalnej sprawności z zachowaniem funkcji kończyn (jedynie lekkie utykanie na lewą nogę) wróciłem do pracy.   Jako dyrektor szkoły uczestniczyłem we wszystkich naradach, szkoleniach, wyjściach i  wyjazdach służbowych co mogą poświadczyć – naczelnik wydziału Edukacji i Sportu Urzędu Miasta jako organu prowadzącego, dyrektor Podkarpackiego Centrum Edukacji Nauczycieli czy też inne osoby funkcyjne. Przemieszczałem się również swobodnie po pięciokondygnacyjnym obiekcie szkolnym którego byłem zarządcą. Od upadku w pracy przy wykonywaniu czynności służbowych z dnia 3.01.2013r. w czasie którego doszło do - cyt. „gwałtownego porażenia prawych kończyn i w mniejszym stopniu kończyn lewych wypisany do domu ze spastycznym niedowładem czterokończynowym” (karta informacyjna). Pomimo  intensywnej rehabilitacji nie odzyskałem sprawności w kończynach, co uniemożliwiło mi powrót do pracy  – wg  zaświadczenia lekarza medycyny pracy z dnia 13.08.2014r. - cyt. „całkowicie niezdolny do pracy”. Co również uniemożliwia mi samodzielną egzystencję. W dniu 29.07.2013 Powiatowy Zespół ds. Orzekania Niepełnosprawności obniżył mi stopień niepełnosprawności z umiarkowanego do znacznego (orzeczenie o stopniu niepełnosprawności). Jednocześnie zaznaczam, że pomimo problemów zdrowotnych nigdy wcześniej nie korzystałem z renty ani innych świadczeń socjalnych. W świetle przedstawionych faktów opartych na dokumentacji medycznej i dokumentach administracyjnych jednoznacznie wynika, że przed feralnym dniem upadku na stanowisku pracy, byłem sprawny fizycznie w stopniu całkowicie wystarczającym do aktywności zawodowej, należytego wykonywania obowiązków służbowych. Dziś jestem człowiekiem zależnym od osób trzecich z niedowładem spastycznym czterokończynowym uznany przez ZUS za całkowicie niedolnego do pracy i niezdolnego do samodzielnej egzystencji. Uważam, że decyzja ZUS o odmowie uznania procentowego uszczerbku na zdrowiu i twierdzenie, że uraz uznany jako wypadek przy pracy nie pogorszył stopnia niepełnosprawności, jest wysoce krzywdząca, odbierająca mi wiarę w sprawiedliwość społeczną. Tym bardziej że w świetle informacji prasowych ZUS wydaje blisko milion zł na obchody rocznicowe w tym 260 tyś zł na krótki filmik o 80 urodzinach, 212 mln zł na nagrody dla swoich urzędników, zakup setek samochodów itp. kosztem świadczeń dla poszkodowanych i cierpiących, tak jak w moim przypadku.

 

Aktywnie pracowałem

 

           Przez trzydzieści lat świadczyłem usługę dla mojego kraju jako nauczyciel – pedagog, w tym przez 23 lata na stanowiskach kierowniczych. W latach 1991-95 byłem dyrektorem Wydziału Kształcenia Ogólnego i Nadzoru Pedagogicznego Kuratorium Oświaty, a  przez ostatnie 18 lat dyrektorem szkoły. W okresie transformacji ustrojowej  opracowywałem i  wdrażałem nowe koncepcje pedagogiczne, nowe zasady nadzoru pedagogicznego i nowe koncepcje zarządzania w oświacie.  Jako dyrektor szkoły wraz z moim zespołem pracowników byłem prekursorem budowy nowej wartości dodanej w oświacie. Poza realizacją obowiązkowej podstawy programowej stworzyliśmy nadbudowę programową. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu i pracy poza godzinami urzędowania,  w szkole przeze mnie zarządzanej, powstały liczne zajęcia odkrywające i rozwijające talenty, uzdolnienia, zainteresowania. Dzieci i młodzież mogła się rozwijać artystycznie, sportowo, przedmiotowo, poszerzać swoje horyzonty, spotykać się z ciekawymi ludźmi. Nasi uczniowie nie postrzegali szkoły tylko jako miejsca, gdzie przychodzi się tylko po naukę i stopnie. Szczególne znaczenie przywiązywaliśmy do procesu jak to określiliśmy, "wychowania do kultury – nauczania dla umiejętności", kształtowania postaw, wartości, nawyków i umiejętności. Nasze osiągnięcia zaowocowały licznymi nagrodami, które jako szkoła otrzymaliśmy. Między innymi - Europejski Certyfikat jakości pracy – EUROMARKA (pierwsza szkoła w Polsce, która otrzymała ten certyfikat), Nagroda specjalna Ministra Edukacji Narodowej i Sportu, Doroczna Nagroda Prezydenta Miasta Przemyśla, Laureat Ogólnopolskiego Konkursu "Liga Inicjatyw Powiatowych", wyróżnienie ogólnopolskiej kampanii "Cała Polska Czyta Dzieciom", Certyfikat ogólnopolskiej akcji "Szkoła z klasą", Order przyznany przez Towarzystwo Strzelców Cesarskich z Innsbrucka – Austria "Krzyż Galicja", Certyfikaty "LEGO", "COGITO", "AGO", Odznaczenie za działania na rzecz patriotyzmu "PRO MEMORIA".  Zdobyte nagrody, wyróżnienia dla szkoły i nauczycieli to jedno, ale najważniejsze są osiągnięcia dzieci. Poza licznymi indywidualnymi i zespołowymi sukcesami naszych uczniów, osiągnęliśmy ten najważniejszy, choć przyznam, że nieplanowany cel – "Małe autorytety". W tym współczesnym świecie, świecie upadku autorytetów, doprowadziliśmy do sytuacji, w której autorytetem dla wielu naszych uczniów były ich koleżanki i koledzy ze szkolnej ławy.

 

Podziękowanie za pracę

 

   Praca w oświacie to był mój zawód i źródło dochodu, ale to  przede wszystkim była pasja. Lubiłem pracować, lubiłem tworzyć nową jakość, podejmować i wdrażać nowe przedsięwzięcia.  Indywidualnie zostałem odznaczony  nagrodami i to po kilka razy Prezydenta Miasta, Kuratora  Oświaty, Ministra Edukacji Narodowej,  resortowymi odznaczeniami.  Aktywny byłem również w działalności społecznej. Przez 35 lat działałem całkowicie społecznie  w strukturach  Polskim Związku Motorowym. Cyklicznie organizowałem dla kierowców kursy Ratownika Drogowego, organizowałem konkursy – „zgaduj-zgadule” dla dzieci i młodzieży z zakresu znajomości ruchu drogowego. Byłem inicjatorem i organizatorem Przemyskiej Ligi Kierowców, cyklicznie organizowałem eliminacje miejskie i powiatowe Ogólnopolskiego Turnieju Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego a czterokrotnie eliminacje wojewódzkie. Byłem inicjatorem i realizatorem budowy pierwszego w naszym mieście Miasteczka Ruchu Drogowego. Wdrożyłem kilkadziesiąt  programów edukacyjnych z zakresu bezpieczeństwa ruchu drogowego szczególnie dzieci i młodzieży.  Otrzymałem brązową, srebrną i złotą odznakę honorową PZM oraz medal działacza kultury fizycznej. Pełniłem również szereg innych społecznych funkcji – byłem prezesem Stowarzyszenia Dyrektorów Szkół i Przedszkoli , członkiem Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej w Oświacie, członkiem zespołu BRD przy Kuratorze Oświaty, inicjatorem i realizatorem wielu konferencji oświatowych i naukowych, ponadto ekspertem z listy Ministra Edukacji Narodowej d/s awansu zawodowego.

 

 

 

Rezygnując ze stanowiska dyrektora szkoły i odchodząc z zawodu moi współpracownicy żegnając mnie posadzili przed wejściem do szkoły drzewo nazywając go od mojego imienia „Mirosław” i ufundowali kamienny obelisk  z podziękowaniem za pracę na rzecz szkoły.

 

 Postępowanie sądowe

 

       Pozostała mi jedynie długa i kosztowna droga sądowa, a przypomnę, że przez prawie rok byłem bez jakichkolwiek świadczeń finansowych.  Nie miałem przyznanej renty, odmówiono mi wypłaty jednorazowego odszkodowania z tytułu uszczerbku na zdrowiu. Kończyły się już zgromadzone wcześniej środki, a żyć trzeba było. Ponadto cały czas korzystam z prywatnej rehabilitacji , bowiem to co proponuje NFZ to w mojej sytuacji jest „śmiechu warte”. Jednocześnie zaznaczam, że nigdy wcześniej nie korzystałem i nie wnosiłem o przyznanie mi renty zawodowej ani innego świadczenia socjalnego a jednocześnie regularnie przez 30 lat wpłacałem wymagalne składki. Obecnie gdy jestem w potrzebie utrudnia mi się i ogranicza dostęp do należnego mi świadczenia. Pragnę dodać, że Powszechny Zakład Ubezpieczeń - PZU na Życie SA, w którym miałem wykupione dodatkowe grupowe ubezpieczenie w moim zakładzie pracy, ustalił mi 40% trwały uszczerbek na zdrowiu spowodowany nieszczęśliwym wypadkiem i w trzy tygodnie po złożeniu wniosku o odszkodowanie wypłacił mi należną kwotę, a badanie lekarskie zostało przeprowadzone w moim domu. Jak widać można, tylko należy mieć szacunek dla drugiego człowieka. Mogę mieć tylko nadzieję, że moi  uczniowie za kilka czy kilkanaście lat, gdy będą pełnić ważne publiczne funkcje, będą mieć inny stosunek do obowiązków im powierzonych, a dzięki wartościom które starałem się wraz z moimi współpracownikami im przekazać, będą dostrzegać drugiego człowieka i traktować go podmiotowo a nie przedmiotowo.

 

W końcu jest wyrok

 

28 grudnia 2015. w Sądzie Rejonowym  w Przemyślu, odbyła się rozprawa w sprawie, którą wytoczyłem ZUS-owi. Rozprawa trwała bardzo krótko bo zaledwie niecałe 15 minut. Sędzina po zapoznaniu się z dowodami w sprawie i  opinią biegłego lekarza sądowego, nie miała wątpliwości i podjęła korzystną dla mnie decyzję, uznając, że mój aktualny stan fizyczny jest następstwem zdarzenia z dnia 3 stycznia 2013 r. a więc upadku w pracy. Lekarze orzecznicy ZUS twierdzili, że paraliż czterokończynowy, który był następstwem urazu po upadku z fotela w moim gabinecie, nie był spowodowany tym upadkiem, tylko guzem operowanym 7 lat wcześniej. Nie wiem, czy stanowisko ZUS-u było wynikiem braku wiedzy czy kompetencji medycznych, czy też braku umiejętności czytania  ze zrozumieniem, czy też złej woli. Być może każdy z tych czynników wystąpił w jakimś procencie. Ważne, że wyrok bardzo korzystny dla mnie zapadł i już się uprawomocnił, a ZUS wykonując wyrok przesłał mi  stosowną decyzję o przyznaniu renty z tytułu wypadku przy pracy i w marcu wypłacił wyrównanie.  Kolejna sprawa o uszczerbek na zdrowiu odbyła się w dniu 1 marca 2016. I  w tym przypadku sąd w oparciu o opinię biegłego neurochirurga z Lublina nie miał wątpliwości i przyznał mi jednorazowe świadczenie, które ZUS wypłacił mi w dniu. Sprawa po niespełna dwóch latach walki została zamknięta.

 

 

15Mar

MÓJ DZIEŃ

 

Mój dzień zaczyna się około godz. 6 rano. Po obudzeniu się i paruminutowym odleżeniu rozpoczynam ćwiczenia izometryczne. Polegają one na napinaniu określonych partii mięśni. Każde takie napięcie trwa 2 sekundy po czym w stanie napięcia utrzymuję dany mięsień przez 7 sekund, następnie powoli zwalniam napięcie. Tak postępuję z poszczególnymi partiami moich kończyn dolnych i górnych oraz centrum czyli klatki piersiowej i mięśni przykręgosłupowych. Po tych ćwiczeniach segmentarnych, wykonuję napięcia po diagonalnej czyli po przekątnej – prawa ręka lewa noga i na odwrót. To wszystko trwa ok. jednej godziny. Po tych ćwiczeniach izometrycznych już w pozycji siedzącej wykonuję 15 min.  ćwiczenia rozciągające. Przesiadam się na fotel i rozpoczynam 4o min. naświetlanie lampą Bioptron ( to światło spolaryzowane o parametrach światła słonecznego lecz bez promieni UV). Naświetlam w sekwencjach 10 min stawy skokowe, kolanowe i nadgarstek. W tym czasie piję wieczorem przygotowany kubek wody z miodem  spadziowym oraz czytam książkę lub gazety. Po tych dwóch godzinach schodzę a w zasadzie zjeżdżam moją windą schodową na śniadanie. Następnie poranna toaleta. Jako, że robię wszystko bardzo wolno też chwilkę to trwa. Teraz zaczynam kolejny poranny blok rehabilitacyjny. Najpierw godzinna sesja na platformie Schumana, potem kolejna godzInna na kozetce w pozycji siedzącej i leżącej. Czas na obiad. Podgrzanie i zjedzenie zajmuje mi kolejne czterdzieści minut. Teraz czas na przerwę poobiednią i komputer. Przerwa ta trwa do czasu przyjścia mojej rehabilitantki czyli do ok 14-14,30 a czasami 15 godziny.    Ponad godzinne ćwiczenia metodami PNF, Mc Kenzi czy Bobat dla dorosłych. Teraz ponownie czas na czytanie inne drobne rzeczy możliwe do wykonania przeze mnie. Ok. godziny 18 jem kolację i po niedługiej przerwie ok. godz. 19.30 zaczynam wieczorny blok ćwiczebny który trwa do godziny24 czyli północy. W tym bloku platforma , ćwiczenia na krzyżaku – staw skokowy, sabeoflex – prawa dłoń z nadgarstkiem, fleksibar – prawy bark , masaż stóp na masażerze i ćwiczenia kończące dzień na dwu i czterogłowego w nogach. W międzyczasie zjem dwa jabłka, banana, 2-3 kiwi, grejpfruta. Tak wygląda mój dzień od poniedziałku do piątku. W soboty ćwiczę krócej a w niedziele znacznie krócej. Wszak to dzień święty. Nieco inaczej będzie od początku kwietnia gdyż dwa razy w tygodniu będę dojeżdżać do Rehamed Center 20 km za Rzeszowem   na rehabilitację. Te dwa dni spędzę tam na zabiegach.

Rehabilitacja to żmudne, czasochłonne zajęcie, wymaga samozaparcia, cierpliwości wielu wyrzeczeń i  wysiłku.

Film

Ulotka str.1

Pierwsza strona ulotki

Ulotka str.2

Druga strona ulotki

Patronat PZM

Patronat nad wyprawą Polskiego Związku Motorowego
Go to Top