1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer
24Mar

DOBRY DZIEN

Mówię wam, wczoraj miałem pierwszy od wielu tygodni prawie bezbolesny dzień. Czy to ładna pogoda sprawiła, że tak dobrze się czułem, czy inna siła zadziałała, ale można powiedzieć, że był to komfortowy dzionek. Nawet stały, a mocno dokuczliwy ból neuropatyczny był mniejszy niż zazwyczaj. Również napięcie mięśniowe tak bardzo nie uwierało mięśni. Jakie to wspaniałe uczucie, gdy możesz spokojnie czytać i nie odczuwać w tym samym czasie destrukcyjnego oddziaływania bólowych bodźców. Lepsza jest percepcja, lepsze jest ogólne samopoczucie, Lepszy jest humor i pomimo niesprzyjających informacji zewnętrznych, dotyczących tej cholernej zarazy, łatwiej człowiekowi żyć. Dziś niestety wróciło wszystko do normy jesienno-zimowej. Zazwyczaj dopiero w czerwcu tworzą się dla mnie przyjazne okoliczności niewiadomego pochodzenia, które ograniczają dolegliwości. Stanowi to dla mnie nie zrozumiała zagadkę, dlaczego akurat w ciągu kilku letnich miesięcy jest lepiej, a już we wrześniu zaczyna się nawrót. Tylko ciepła pogoda? Nie sądzę, że tylko to, ale nie mogę skorelować różnych czynników z odczuciami cielesnymi. Wszystkie dotychczasowe zależności przeze mnie obserwowane nie pozwalają na wyciągnięcie jedynie słusznego wniosku. doświadczam na sobie dalej i skrzętnie notuje w pamięci wszystkie okoliczności, które mogą mieć na to wpływ. Walczymy dalej jako społeczeństwo z paskuda i zachowujemy daleko idącą ostrożność. Nawet jak sami się nie boicie o siebie, to Pomyślcie o mnie i o takich jak ja, którzy są w grupie ryzyka. Ja jestem gotowy na śmierć, ale nie chciałbym tego czynić teraz. Mam czas i jeszcze parę rzeczy do zrobienia. Pozwólcie mi i nam na to. Jak zwykle cieplutko pozdrawiam. Miras

20Mar

TARASOWANIE

Marzec - a tu proszę 20 stopni na zegarze. I co Miruś zrobił...... tarasowe leżankowanko. Lato tej wiosny dało mi możliwość pobytu w krótkiej koszulce i skorzystania z kąpieli słonecznej, a także przewietrzenia płuc, na świeżym powietrzu. Prawie całą zimę przesiedziałem w domu. Rzadko wyjeżdżałem, ale dużo planowałem. COVID 19 mocno komplikuje moje zamierzenia na ten rok. Jestem w grupie szczególnego ryzyka ze względu na porażenie mięśni oddechowych i zaburzenia krążenia spowodowane brakiem ruchu. Dlatego muszę zachować szczególną ostrożność, bo przecież pomimo stanu w jakim jestem chcę żyć. Może się to komuś wydawać dziwne i wiem że tak jest, bo nawet przy mnie pewnego razu, dwaj pracownicy służby zdrowia mówili, że woleliby umrzeć. Ja ich jednak nie posłuchałem i zrobiłem po swojemu. Żyję i was zachęcam abyście dbali o swoje zdrowie i życie. Słoneczko jest jednak lekarstwem i daje za darmo witaminę D3 i działa kojąco na psychikę. Zrobiłem sobie wizualizacje i przeniosłem się telepatycznie na plażę do Sopotu. Kocham to miejsce i uwielbiam tam być, patrzeć się na radosnych ludzi, na bawiące się dzieci, na grające w plażówkę laski. Skoro nie mogę już tam pojechać, to przynajmniej mogę się tam transcendentalnie położyć i napełnić duszę miłością i ciepłem promyków słonecznych. Korzystajcie i wy z dobrodziejstw matki natury, Tylko pamiętajcie - 3 metry odległości i żadnego zbliżenia. Okej, kończę pisanie bo z tym zbliżeniem to dwuznacznie zabrzmiało i nie będę wątku kontynuował. Dobrego humoru i miłości wam życzę. Miras

28Lut

UBIÓR ZIMOWY

Zima mi nie straszna, chociaż jej nie ma. I chwała jej za to, bo dzięki temu mogę czasami opuścić moją tymczasową zimową kryjówkę, albo jak kto woli niedźwiedzia gawrę,  czyli dom.  Zaopatrzyłem się w zimową kreację termoaktywną i kurtkę puchową. Czapka i rękawiczki dopełniają kompletu. Mam również grube i wysokie skarpetki, oraz dresowe spodnie. Jestem. zaopatrzony termicznie i mógłbym zdobywać nawet biegun północny a może południowy, a jeszcze lepiej środkowy jakby takowy był . Byłem nawet na dwóch naszych sztucznych lodowiskach, ale niestety na lód nie wjechałem, bo są tam wszędobylskie schody. Chciałem i ja się trochę poślizgać i porobić piruety. Po lodzie jeszcze wózkiem nie jeździłem, a ciekawy jestem jaka byłaby przyczepność.  Do mojego Lamborghini nie ma opon zimowych, więc może być kłopot. Dla mnie jest to o tyle istotne, że do domu mam ostry podjazd pod górkę , w szczytowym momencie 18% wzniosu. Muszę być pewny, że wyjadę. W przeciwnym wypadku byłby duży problem, bo wózek ze mną waży 200 kg. Nie jest lekko. Rozwaga za kierownicą to podstawa bezpieczeństwa własnego i cudzego. Dlatego nawet kierując wózkiem muszę również brać pod uwagę różne aspekty komunikacyjne. To pozdro, A jak się gdzieś na drodze spotkamy to pogadamy. Miro

08Lut

WYJAZD DO PRUCHNIKA

Kolejna wyprawa samochodowa. Jak to dobrze mieć życzliwych sąsiadów. Dzięki temu, że ja mam, mogłem dzisiaj odbyć kolejną podróż mobilkiem. Załoga w składzie kierowca i pilot ,, ja,, we własnej osobie, w Audi Q5 pokonała prawie 150 km  krętych i malowniczych dróg nieco dalszych okolic Przemyśla. Od samej granicy z Ukrainą, która widoczna jest Na pierwszych zdjęciach, po ośnieżone leśne drogi na Pogórzu. Były też niestrzeżone przejazdy kolejowe i urokliwy i jakże stylowy ryneczek w Pruchniku. Tymi wszystkimi drogami i dróżkami przed laty jeździłem rowerem. Znam te tereny jak własną kieszeń. Znam nie tylko drogi przez las ale nawet ścieżki leśne. Mimo wszystko w jednym miejscu się pogubiłem. Te parę ładnych lat nieco zmieniło otoczenie na rozstaju dróg i trzeba było się wracać z 2 km. Drzewa szybko rosną i z polanki zrobił się zagajnik, a ja tego z dyktowaniu trasy nie uwzględniłem. Jakże pięknie jest pojechać i odwiedzić dobrze znane miejsca, powspominać stare dla mnie zdrowe czasy, kiedy śmigałem tamtędy rowerem górskim.  Dziś to tylko wspomnienia, ale tymi przyjemnymi warto żyć.  Cieszmy się i radujmy tym, czym można. Pozdrawiam cieplutko.

01Lut

JAROSLAW

Wypad do odległego o 30 km miasta, był pierwszą w tym roku podróżą samochodem. Zza okien samochodu odświeżyłem dobrze mi znane uliczki i obiekty historyczne  tego miasta.   Doszukałem się również kilku nowych obiektów architektury współczesnej. Odwiedziłem również z zewnątrz  były budynek Kuratorium Oświaty w którym mieściła się delegatura kierowanego przeze mnie oddziału. Po kilku latach nieobecności wielkich zmian w tym mieście nie zauważyłem, ale miło było znów się tam pokręcić i zrobić rekonesans. Wycieczką zawdzięczam Mackowi za co dziękuję

16Sty

WOSP

Byłem i ja na przemyskim rynku i pieniążka wrzuciłem do puszki Orkiestry Świątecznej Pomocy. 18 lat temu organizowałem Wojewódzki finał orkiestry w Przemyślu to była potężne impreza, Mieliśmy kilka wejść na antenę ogólnopolską, wiele zespołów, wiele dodatkowych atrakcji. Po tygodniu zostaliśmy zaproszeni przez Jurka Owsiaka do Warszawy do programu który  prowadził. Leżąc w szpitalu niejednokrotnie zapewne korzystałem z pomocy sprzętu który one zakupił. 

09Sty

ZIMOWE PODRÓŻE

Jakże piękna i przychylna dla mnie jest pogoda tej jesieni. Stosunkowo ciepłe jak na tę porę roku dni, oraz krótko trwające okresy deszczowe, umożliwiają mi wyjazdy poza dom. W ubiegłym roku byłoby to jeszcze niemożliwe ze względu na nieco gorszy stan ogólny. Dziś już jednak daję radę. Oczywiście głównie podróżuję w soboty i niedziele, gdyż w te dni nie mam rehabilitacji. Przyjemnie jest pojechać wieczorową porą na stare miasto i podziwiać jego piękno w barwach ulicznych latarni i świątecznej dekoracji. Miło jest popatrzeć się na radość łyżwiarzy korzystających z sztucznego lodowiska, na spacerujących staromiejskimi uliczkami ludzi, na siedzących i rozmawiających za oszklonymi wnętrzami  przemyskich kawiarni. Raduje się moje serce, gdy widzę radosnych ludzi,  gdy czuję ich pozytywną energię którą są napełnieni.

03Sty

PODSUMOWANIE 2019

Miniony rok 2019 mogę uznać za udany.  Wzmocniłem organizm, nabrałem nieco sił, doprowadziłem do zmniejszenia ilości złogów w układzie moczowym. To wszystko sprawiło, że w tym roku ani razu nie musiałem korzystać z usług szpitalnych. Oczywiście jestem w stałym kontakcie z lekarzem rodzinnym, odbyłem również kontrolne wizyty w kilku poradniach, Liczne wizyty w gabinecie medycyny komplementarnej. Jednak oceniam swój stan jako ,, stabilny-plus,, jestem z tego kontent. Nie oznacza to, że nic oprócz paraliżu mi nie dokucza. O, lista jest długa;  przykry ból neuropatyczny, dokuczliwa spastyka, przyparcie powierzchni stawowych, ból lędźwi, zatykający się cewnik oraz parę innych z tym związanych przykrości, czy wykryta niedawno borelioza. Warto jeszcze wspomnieć o pozostałej po operacji  i niemożliwej do usunięcia masie guza w moim kręgosłupie szyjnym, który jest pierwotna przyczyną moich dolegliwości. Pozostają oczywiście również niedogodności związane z brakiem możliwości samodzielnego ,, drapanie się po nosie,, a także wykonywania wszelkich czynności samoobsługowych. Mocno to komplikuje codzienne funkcjonowanie i ogranicza mnie czasowo, gdyż jestem uzależniony całkowicie od pomocy innych osób. Każdą czynność muszę zaplanować i poprosić o jej wykonanie w czasie gdy ktoś jest w domu. Również wyjście z domu i powrót, wiąże się z precyzyjnym rozplanowaniem czasu, tak by można było mnie ubrać i otworzyć drzwi. Najważniejsze jest jednak to, że mam teraz bardzo dobry zespół opiekuńczo pomocniczy i mogę spokojnie ogarniać temat. Dzięki niewielkim  ruchom lewej dłoni, mogę obsługiwać joystick oraz panel sterowniczy mojego wózka. To naprawdę bardzo dużo dla mnie znaczy, że samodzielnie mogę pomykać chodnikami mego miasta. Nie tylko chodnikami, bo również ścieżkami, podwórkami, alejkami parkowymi, czasami również i ulicami, tam gdzie nie da się przejechać chodnikiem lub chodnik jest w kiepskim stanie. A takich wbrew pozorom jest sporo. Czasami korzystam również z pomocy przypadkowo spotkanych po drodze osób. A to poprawić okulary, które chronią oczy przed muszkami, kurzem ulicznym, pyłkami roślin, a to rozpiąć jak gorąco kurtkę,  a to powycierać nos. Razu jednego poprosiłem nawet jednego pana o to aby podrapał mnie po policzku. Jadąc ścieżką rowerową najechałem na babie lato. Słuchajcie, jak ta cieniutka niteczka łaskotała mnie po twarzy. Bardzo często mnie swędzi i tu i tam, ale wiem że muszę wytrzymać. W tym przypadku po dłuższej chwili jazdy skapitulowałem  i poprosiłem o drapanko. Razu pewnego znów, mały pajączek chodził mi po czole i twarzy. Swędziało również ale nie chciałam nikogo prosić, bo były same ładne panienki i nie chciałem się narażać na zarzut, że wykorzystuje ich aksamitne dłonie do tego celu. Pajączek jednak długo chodził az w końcu dotarł do ucha. Nie wiem jaki był jego los, ale ja nie czułem aby sam wyszedł.   Bardzo wiele takich sytuacji miałem tego roku. Sytuacji na które generalnie sprawne osoby nie zwracają nawet uwagi, bowiem wystarczy jeden ruch ręki i sytuacja jeśli zażegnana. Ja muszę trwać w tym stanie niewygody i przetrzymać aż samo przejdzie.  Ale wszystko się da znieść, bo przecież nie ma rzeczy niemożliwych, oczywiście oprócz tych które są niemożliwe. Szczególnie w lecie można mnie było spotkać często na przejażdżkach. Odbywałem coraz dłuższe podróże. Byłem w Prałkowcach, byłem w parku Lubomirskich, na Monte Cassino, na Lipowicy. Zajechałem raz w upalny dzień na przemyskie stawiki. Tam zaliczyłem małą przygodę. Chciałem podjechać żwirowa dróżką na drewniany pomost, przy jednym stawiku. Nie oceniłem  głębokości warstwy żwiru i zakopałem się w nim. Nie było żywej duszy, cisza, spokój i moja trwoga. Co począć, Jak się wydostać z tej żwirowej pułapki. Próbuję ale koła buksują w miejscu. Z 15 minut kombinowałem i kombinowałem w końcu wyjechałem. Odetchnąłem z ulgą, bo nie musiałem dzwonić z prośbą o pomoc. Byłoby mi głupio, że taki stary a taki głupi. Ale czego się nie robi, gdy drzemie w człowieku chęć poznania, doświadczenia i spełnienia celu. Ale, byłem również w Zakopanem. Była to jednodniowa wycieczka w góry, dzięki mojej koleżance. Byłem również w Rzeszowie z moim kolegą. Kilka razy wyjeżdżałem również na bliższe i dalsze wojaże z moim synem. Wielka frajda dla mnie, gdy mogę jechać autem, szkoda tylko że nie za kierownicą. Ale lepszy rydz niż nic. Mam zaproszenie od mojego znajomego na jazdę po torze wyścigowym sportowym autem. Planuję to zrealizować w przyszłym roku. Jeszcze wiele rzeczy przede mną. W końcu mój projekt ,, Pokonać niepełnosprawność w drodze po obrzeżach świata,, czeka na realizację. A ja wciąż wierzę, że uda się go zrealizować. Przypomnę tylko, że pierwszy etap ,, Drogami wzdłuż granic kraju,, został osiągnięty. Jego opis jest na mojej stronie www.miroslawbar.pl. Wszystko jeszcze przede mną, bo świat stoi otworem, tylko trzeba z niego korzystać. Oprócz tego, że dużo podróżowałem, to oczywiście dużo ćwiczyłem z moimi rehabilitantami. Bowiem rehabilitacja to podstawa mojego funkcjonowania, tak jak racjonalne odżywianie, właściwy odpoczynek  czy przyjmowanie środków farmakologicznych. I oczywiście świadomość istnienia i świadome życie. Pozostały czas spędzam na czytaniu. Czytam, czytam i jeszcze raz pytam. A jak oczy Już się zmęczą to słucham wykładów, paneli dyskusyjnych i niezależnych programów. Można byłoby jeszcze pisać i pisać, ale nie będę was zanudzał a i tak dziękuję że to przeczytaliście. Ze zdrowotnym pozdrowieniem  Miras

23Gru

GRANICA

Na końcu świata - prawie, byłem dzisiaj. Ściśle rzecz ujmując to byłem na rubieżach UE. Po drugiej stronie szlabanu Ukraina. Krótka to wycieczka, bo gdybym mógł na balkonie stanąć to bym granice z domu zobaczył. Chciałem jednak dokonać inspekcji na remontowanym odcinku drogi z Przemyśla do granicy w Malchowicach. Widać że prace rozpoczęte ale rozmachu to jeszcze nie nabrały. Zawitałem również na Zniesieniu, gdzie przy dobrej widoczności jak zwykle można napawać wzrok piękna panorama miasta.Byłem też z paru innych miejscach. Popatrzcie i powiedzcie gdzie to może być? Wycieczkę moim automobilem odbyłem z moim synem Arkadiusz Bar jako mój oslobisty kierowca.

Go to Top