1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer
28Cze

BLOKADA

I jak tu proszę was mam jechać wózkiem po chodniku jak ,, taka sytuacja,,. Nie ma wyjścia trzeba zjechać na jezdnię i podążać przy krawężniku, tym bardziej że po drugiej stronie ulicy krawężniki najazdowe przy bocznych uliczkach są bardzo wysokie i nie sposób je pokonać. W tym miejscu to  niemal standard, że chłodnik jest zajęty. Ale przywykłem do tego, bo to nie jedyna  tata sytuacja. To drobne przeszkody, które można bez problemu pokonać, czasami nakładając drogi i tracąc czas i się tym zbyt już nie przejmuję. Napotykam na trudniejsze, których nijak obejść nie można, np. przychodnie lekarskie  ze schodami ale bez podjazdów, podnośników czy platform już nie mówiąc o windach. Ale nie myślcie że się użalam, ja tylko sygnalizuje. Z tyloma rzeczami które zwalają się na moją głowę daję sobie radzę to z takimi sytuacjami tym bardziej sobie poradzę. Uważam jednak że warto pokazywać dobre przykłady ale również wskazywać na niewłaściwe, bo to uczy nas wszystkich. Przecież uczymy się nie tylko w szkołach i na uniwersytetach  ale również na błędach zarówno naszych jak i innych. Więc wyciągamy wnioski i stosujmy je w swoim życiu. Może trochę moralizuje, ale jak mnie spotkacie czasami na jezdni a nie na chodniku to znaczy że coś nie zadziałało. Z humorem cieplutko was pozdrawiam.

24Cze

ODMOWA

Nie dane mi było w dniu wczorajszym skorzystać z autobusów komunikacji miejskiej bo dwóch kierowców odmówiło mi rozłożenia platformy najazdowej, twierdząc że uchwyty do podnoszenia są zabrudzone i nie da rady ich otworzyć. Moja prośba o podważenie śrubokrętem lub innym przyrządem jak to robili inni kierowcy, również spotkała się z odmową. Gdy podjechał pierwszy z autobusów stary Otokar nawet nie podjeżdżałem, bo wiem, że w tych modelach najazdy są w kiepskim stanie, jednak dwa następne to niemal nówki, którymi już nie raz jeździłem. Jednak zarówno w pierwszym autobusie kierowca nie podjął próby, podobnie jak w drugim z autobusów również kierowca nie wykazał woli wykonania swojej powinności. Zostałem na przystanku i musiałem ,, jechać na piechotę,,. Przecież w ubiegłym roku wielokrotnie jeździłem autobusami i tamci kierowcy zawsze znajdowali sposób na podniesienie uchwytu i rozłożenie najazdu. Widocznie potrzebne jest tylko Dobra Wola, bo nie trzeba mieć do tego specjalnych ani umiejętności, ani kwalifikacji, ani żadnego specjalistycznego sprzętu. Jest to dziecinnie prosta czynność, która nie wymaga również wielkiej siły. Miałem załatwić w mieście ważną dla mnie rzecz, miałem jednak akumulator w wózku naładowany i nie byłem związany terminem, więc pojechałem i załatwiłem sprawę tylko tyle że później, więc nic się nie stało. Skoro jednak współczesne autobusy są wyposażone w najazdy dla wózków kierowcy powinni je otwierać, co zresztą jest ich obowiązkiem, a jeżeli ich stan techniczny w wyniku zabrudzenia jest gorszy, to ktoś powinien o to dbać aby były sprawne. Nie oczekuję ani nie wymagam aby wszystko było dostępne, bo do tego jeszcze daleka droga, ale jeżeli już jest ta dostępność stworzona to niech będzie sprawna technicznie aby była możliwość z niej skorzystania. To co prawda mikro problem do moich innych problemów, ale będą z sobą teraz wozić śrubokręt, którym można bez problemu wydłubać zgromadzony przy uchwycie brud i bez problemu wysunąć najazd.

29Maj

CIAGLE PADA

Ciągle pada, mokre niebo się opuszcza coraz niżej,, śpiewał Seweryn Krajewski przed laty. No i dalej ciągle pada nie zważając na tak piękną porę roku jaką jest maj. Ja rozumiem, że masz przyjaciel deszcz ma w unijnej procedurze opadów zapisaną normę słupa wody na metr kwadratowy do wylania, ale żeby aż tyle. Czy to nie przesada aby tak śrubować normy.  Widocznie z przodownika pracy Pstrowskiego unijni biurokraci  brali przykład przy ustalaniu norm i parametrów opadów. Muszę się jeszcze przyjrzeć kroplom deszczu czy spełniają parametry normy krzywizny, tak jak musiał spełniać ogórek, który według urzędniczej normy nie mógł być zbyt wygięty, bo zajmował pustą powierzchnię przy transporcie. A może deszcz według nowej utajonej normy to nie deszcz tylko inny twór, tak jak ślimak nie był mięczakiem tylko rybą, bo tak ustalili brukselscy biurokraci. Nie, Ja nic nie sugeruję, to tylko takie luźne i wolne myśli zdesperowanego pogodowym obrotem sprawy człowieka oczekującego zrównoważonej  według arbitralnie ustalonych parametrów pogody. Dlatego jako wolny obywatel tego świata wnoszę petycję o przywrócenie pogodowej równowagi.

 

22Maj

WIOSN

A by cię licho wzięło z takim majem. Już kwiecień kąsał zimnem i nie pozwalał osobnikom o naturze borsuczej wychylać się ze swoich domowych pieleszy, ale żeby  maj trzymał nas zamkniętych w chałupie. To niedobrze o nim świadczy. Ja myślałem że w  maju to jak w raju, cieplutko, milutko, faceci napakowany tors pokazują porządkując obejścia, kobitki stroją się w spódniczki mini, ptaszki zalotnie ćwierkają w rytm melodii do słów piosenki ,, święty Antoni, święty Antoni serce zgubiłam pod miedzą,, którą Hanka Ordonówna tak wspaniale wykonywała, a to nic z tych rzeczy. Ponuro, chłodno, wietrznie i wilgotno. Wiosna się spóźniła i najwyraźniej chłodem nas smaga. A może to spisek globalny i układ parafialny. Wszystko możliwe co jest nawet niemożliwe. Mimo wszystko jak zawsze gorącym serduchem was pozdrawiam. Miro

18Maj

TRAWY

Będzie wiosna, będzie trawa rosła. To tata gadka szmatka, ale prawdziwa jest ona, bo wiosną trawy rosną. Dawniej nie było z tym problemu, jak trawa rosła to ją jakaś krowa albo koza zjadała i po sprawie. Dzisiaj to dylemat wręcz egzystencjonalny, kosić czy nie kosić. Jak skosimy to obetniemy głowy trawie i już nie zakwitnie i nasion nie wyda, jak nie skusimy to owszem plon wyda ale przyrośnie masa włóknista a tym samym jakość trawy gwałtownie spadnie.  Na tym tle zarysowała się linia podziału między zwolennikami koszenia a ich przeciwnikami, którzy hołdują ekologicznej teorii kwietnych łąk. Dlaczego wszystko nas musi dzielić, ale z drugiej strony taki podział może być konstruktywny i może prowadzić do inspiracji a w konsekwencji do wypracowania nowego modelu pośredniego, który nie dość że zadowoli obie strony,  to przyniesie pożądany efekt wizualny i biologiczny. Dlatego zamiast dyskutować i przerzucać się wypełnioną czasami logicznymi a czasami irracjonalnymi argumentami treścią, należy usiąść do stołu i wcale nie musi to być okrągły stół i ustalić gdzie kosimy, a gdzie zakładamy kwietne łąki. Kwestia w tym, że jedne i drugie wymagają pielęgnacji a ta też kosztuje. Najłatwiej jest bowiem coś zaproponować a nawet zainicjować a odpowiedzialność za utrzymanie przerzucić na kogoś innego. Uważam, że inicjator przedsięwzięcia wymagającego stałej obsługi powinien tę obsługę zagwarantować. Najłatwiej jest  bowiem wymagać i krytykować co do znudzenia już powtarzam, a od siebie niewiele wnieść do społecznego dobrostanu. Mirek

04Maj

POJECHALEM

Pojechałem dzisiaj na krótką przejażdżkę po terenie. Odwiedziłem parę znajomych miejsc, przejechałem kilka rzadko wykorzystywanych dróg, oceniłem stan budowy nowej nitki   jezdnej do Medyki, a wszystko to w formie retrospekcji przywołującej w pamięci przeżycia z okresu kiedy sam mogłem  jeździć samochodem i rowerem. Zawsze kochałem te wypady w teren i penetrowanie zakątków i zakamarków pobliskich miejscowości. Czyniłem to z za sterów mojego auta, które dziś już jeździ po Krakowie i z siodełka mojego roweru, który dalej stoi bezużytecznie w piwnicy. Jakże miło od czasu do czasu wybrać się w taką po części krajoznawczą, po części sentymentalną, po części poznawczą podróż. Wiosna jeszcze w powijakach, sporo po zimowych nieczystości przy obejściach niektórych domostw, ale generalnie coraz piękniej prezentuje się pod przemyski teren. Widać progres rozwojowy, może nie na skalę kosmiczną ale europejską. Tak wam powiadam, bo tak to widzę. Oby proces rozwojowy nie wstrzymał swojego biegu po  Lockdownowej zapaści. Kładka nad Sanem między Nizinami a Chałupkami Dusowskimi ze zdjęcia tytułowego, stoi jak stała, a jazda nią zawsze sprawiała mi wiele frajdy. Korzystajcie z uroków naszego terenu, bo jest którędy jeździć i co zwiedzać, póki można, póki jest co, póki jest zdrowie. Dzięki za wspólną przejażdżkę i powożenie twoją bryka. Mirek

28Kwi

1

Dobiega okres rozliczeniowy, jeszcze tylko dwa dni zostały do dostarczenia urzędowi naszego rocznego zeznania podatkowego. Jeżeli nie masz innej osoby a szczególnie dziecka, której chcesz przekazać swój 1% należnego podatku, możesz to uczynić wpisując poniższy numer KRS z właściwym nazwiskiem. W tym przypadku środki wpłyną na subkonto w Towarzystwie Walki z Kalectwem, którego jestem podopiecznym.

17Kwi

TAK TO BYLO

Nie starałem się pozyskać żadnych oficjalnych danych dotyczących programu szczepień, a moje spostrzeżenia opiszę tylko w oparciu o moje spostrzeżenia. Leksykalnie to dość pokrętne zdanie, ale jest to zamysł celowy. W pierwszych trzech miesiącach akcji "szczepimy " bacznie śledziłem informacje dotyczące ewentualnych krótkoterminowych powikłań poszczepiennych, wyciągając wnioski pod swoim kontem. Gdy już podjąłem decyzję o zaszczepieniu się preparatem  konkretnej firmy i gdy wyczytałem, że osoby z chorobami przewlekłymi mogą szczepić się poza terminem grup wiekowych, chciałem się zarejestrować przez internetowe konto pacjenta z którego korzystam od kilku lat. Jednak system mnie nie przyjmował ze względu na zbyt "młody wiek ". Gdy już w końcu mój rocznik się pojawił dokonałem rejestracji na stosunkowo odległy termin. Została mi przydzielona z algorytmu szczepionka Astra  . Pokątnie dowiedziałem się o znacznie szybszych terminach i możliwości wyboru szczepionki w Centrum Medyk, który szczepi w pięciu punktach wokół Przemyśla. Skorzystałem z tej okazji i telefonicznie zarejestrowałem się bez problemu powziąwszy informacje, że lekarz zadecyduje jakiej firmy szczepionką będę szczepiony. Pojechałem do punktu oddalonego o 5 km od   miejsce zamieszkania co mimo że poruszam się tylko wózkiem nie było jakimś wielkim problemem. Kolejka była długa, więc wyczekałem się sporo ale okazało się że nie mieli szczepionki Pfizera więc musiałem wrócić i  znowu się rejestrować. Za tydzień pojechałem ponownie i bardzo sprawnie bez kolejki zostałem obsłużony i z życzeniami zdrowia w dobrym nastroju wróciłem do domu. Generalnie nie było źle i pomimo że jeździłem 2 razy,  To oceniam  "raczej okej ". Do minusów mogą zaliczyć niewłaściwie dobrany algorytm na internetowym koncie pacjenta, który nie puszczał mnie dalej w rozgałęzienia systemowe uwzględniające inne uwarunkowania szczepienne i musiałem korzystać z starej technologii telefonicznej. Jednak miłe telefonistki tylko rejestrował y i nie były w stanie udzielić żadnych wiążących informacji. Oczywiście wszystko można zrobić lepiej, tak jak lepiej każdy może żyć jak sam tego będzie chciał i tego będzie potrafił dokonać, ale biorąc pod uwagę tak szeroką skalę, taką masowość i takie tempo to wypada mi dac łapkę w górę. Jednak łapkę w dół i to zdecydowanie daję radzie medycznej przy premierze RP, która swoją  skrajną stronniczością i w niektórych aspektach niekompetencja podważyła moje zaufanie do tego gremium oraz do rządowego przekazu do społeczeństwa. Szkoda, że premier Morawiecki obstawia się takimi ludźmi, a przecież jest wielu specjalistów, którzy mają racjonalne i wyważone spojrzenie na problem. Warto brać przykład z Finlandii gdzie zaufanie do rządu jest najwyższe na świecie a blisko 70% społeczeństwa ufa władzy. Niech rząd się uczy rządzić od tych co rządzić umią.   Baru

15Kwi

SZCZEPI ENIE

Zaryzykowałem i przyjąłem dzisiaj preparat Pfizera zwany szczepionką, stając się jednocześnie podmiotem badania, jako że substancja ta jest w trakcie realizacji 4 procedury zatwierdzającej do obrotu i jest dopuszczona jedynie warunkowo. W moim przypadku jest to forma eksperymentu, gdyż na okoliczność  takiej przypadłości jak moje główne schorzenie oraz pochodne nie przeprowadzono żadnych nawet wstępnych badań. Zobowiązałem się do przekazania informacji o reakcji mojego organizmu na preparat mając jednocześnie nadzieją, że nie wystąpią niepożądane odczyny poszczepienne. Podjąłem to ryzyko po analizie za i przeciw ale uznałem, że przy porażeniu mięśni oddechowych i wyraźnie odczuwalnym spłyceniu oddechu wirus sars cov 2 byłby dla mnie wyrokiem,  a przecież chcę żyć, aczkolwiek niektórzy uważają, o czym osobiście mogłem się przekonać, że w takim przypadku jak mój  żyć nie warto. Nie podzielam tego zdania, ale każdy może mieć swoje. Wysłuchałem wykładu prof. Jemielitego w Uniwersytecie Warszawskim, który po wielu latach pracy wynalazł i opatentował technologię mRNA i którą uczelnia sprzedała firmie biontech za 300 mln dolców. Uznałem, że technologia ta nie powinna być groźna dla zdrowia, a korzyści większe niż ryzyko powikłań. Zawsze jest coś za coś a wybór należy do nas. Każdy musi sam podjąć decyzję. Pozdrawiam was cieplutko. Baru

Go to Top