1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer
01Lut

JAROSLAW

Wypad do odległego o 30 km miasta, był pierwszą w tym roku podróżą samochodem. Zza okien samochodu odświeżyłem dobrze mi znane uliczki i obiekty historyczne  tego miasta.   Doszukałem się również kilku nowych obiektów architektury współczesnej. Odwiedziłem również z zewnątrz  były budynek Kuratorium Oświaty w którym mieściła się delegatura kierowanego przeze mnie oddziału. Po kilku latach nieobecności wielkich zmian w tym mieście nie zauważyłem, ale miło było znów się tam pokręcić i zrobić rekonesans. Wycieczką zawdzięczam Mackowi za co dziękuję

16Sty

WOSP

Byłem i ja na przemyskim rynku i pieniążka wrzuciłem do puszki Orkiestry Świątecznej Pomocy. 18 lat temu organizowałem Wojewódzki finał orkiestry w Przemyślu to była potężne impreza, Mieliśmy kilka wejść na antenę ogólnopolską, wiele zespołów, wiele dodatkowych atrakcji. Po tygodniu zostaliśmy zaproszeni przez Jurka Owsiaka do Warszawy do programu który  prowadził. Leżąc w szpitalu niejednokrotnie zapewne korzystałem z pomocy sprzętu który one zakupił. 

09Sty

ZIMOWE PODRÓŻE

Jakże piękna i przychylna dla mnie jest pogoda tej jesieni. Stosunkowo ciepłe jak na tę porę roku dni, oraz krótko trwające okresy deszczowe, umożliwiają mi wyjazdy poza dom. W ubiegłym roku byłoby to jeszcze niemożliwe ze względu na nieco gorszy stan ogólny. Dziś już jednak daję radę. Oczywiście głównie podróżuję w soboty i niedziele, gdyż w te dni nie mam rehabilitacji. Przyjemnie jest pojechać wieczorową porą na stare miasto i podziwiać jego piękno w barwach ulicznych latarni i świątecznej dekoracji. Miło jest popatrzeć się na radość łyżwiarzy korzystających z sztucznego lodowiska, na spacerujących staromiejskimi uliczkami ludzi, na siedzących i rozmawiających za oszklonymi wnętrzami  przemyskich kawiarni. Raduje się moje serce, gdy widzę radosnych ludzi,  gdy czuję ich pozytywną energię którą są napełnieni.

03Sty

PODSUMOWANIE 2019

Miniony rok 2019 mogę uznać za udany.  Wzmocniłem organizm, nabrałem nieco sił, doprowadziłem do zmniejszenia ilości złogów w układzie moczowym. To wszystko sprawiło, że w tym roku ani razu nie musiałem korzystać z usług szpitalnych. Oczywiście jestem w stałym kontakcie z lekarzem rodzinnym, odbyłem również kontrolne wizyty w kilku poradniach, Liczne wizyty w gabinecie medycyny komplementarnej. Jednak oceniam swój stan jako ,, stabilny-plus,, jestem z tego kontent. Nie oznacza to, że nic oprócz paraliżu mi nie dokucza. O, lista jest długa;  przykry ból neuropatyczny, dokuczliwa spastyka, przyparcie powierzchni stawowych, ból lędźwi, zatykający się cewnik oraz parę innych z tym związanych przykrości, czy wykryta niedawno borelioza. Warto jeszcze wspomnieć o pozostałej po operacji  i niemożliwej do usunięcia masie guza w moim kręgosłupie szyjnym, który jest pierwotna przyczyną moich dolegliwości. Pozostają oczywiście również niedogodności związane z brakiem możliwości samodzielnego ,, drapanie się po nosie,, a także wykonywania wszelkich czynności samoobsługowych. Mocno to komplikuje codzienne funkcjonowanie i ogranicza mnie czasowo, gdyż jestem uzależniony całkowicie od pomocy innych osób. Każdą czynność muszę zaplanować i poprosić o jej wykonanie w czasie gdy ktoś jest w domu. Również wyjście z domu i powrót, wiąże się z precyzyjnym rozplanowaniem czasu, tak by można było mnie ubrać i otworzyć drzwi. Najważniejsze jest jednak to, że mam teraz bardzo dobry zespół opiekuńczo pomocniczy i mogę spokojnie ogarniać temat. Dzięki niewielkim  ruchom lewej dłoni, mogę obsługiwać joystick oraz panel sterowniczy mojego wózka. To naprawdę bardzo dużo dla mnie znaczy, że samodzielnie mogę pomykać chodnikami mego miasta. Nie tylko chodnikami, bo również ścieżkami, podwórkami, alejkami parkowymi, czasami również i ulicami, tam gdzie nie da się przejechać chodnikiem lub chodnik jest w kiepskim stanie. A takich wbrew pozorom jest sporo. Czasami korzystam również z pomocy przypadkowo spotkanych po drodze osób. A to poprawić okulary, które chronią oczy przed muszkami, kurzem ulicznym, pyłkami roślin, a to rozpiąć jak gorąco kurtkę,  a to powycierać nos. Razu jednego poprosiłem nawet jednego pana o to aby podrapał mnie po policzku. Jadąc ścieżką rowerową najechałem na babie lato. Słuchajcie, jak ta cieniutka niteczka łaskotała mnie po twarzy. Bardzo często mnie swędzi i tu i tam, ale wiem że muszę wytrzymać. W tym przypadku po dłuższej chwili jazdy skapitulowałem  i poprosiłem o drapanko. Razu pewnego znów, mały pajączek chodził mi po czole i twarzy. Swędziało również ale nie chciałam nikogo prosić, bo były same ładne panienki i nie chciałem się narażać na zarzut, że wykorzystuje ich aksamitne dłonie do tego celu. Pajączek jednak długo chodził az w końcu dotarł do ucha. Nie wiem jaki był jego los, ale ja nie czułem aby sam wyszedł.   Bardzo wiele takich sytuacji miałem tego roku. Sytuacji na które generalnie sprawne osoby nie zwracają nawet uwagi, bowiem wystarczy jeden ruch ręki i sytuacja jeśli zażegnana. Ja muszę trwać w tym stanie niewygody i przetrzymać aż samo przejdzie.  Ale wszystko się da znieść, bo przecież nie ma rzeczy niemożliwych, oczywiście oprócz tych które są niemożliwe. Szczególnie w lecie można mnie było spotkać często na przejażdżkach. Odbywałem coraz dłuższe podróże. Byłem w Prałkowcach, byłem w parku Lubomirskich, na Monte Cassino, na Lipowicy. Zajechałem raz w upalny dzień na przemyskie stawiki. Tam zaliczyłem małą przygodę. Chciałem podjechać żwirowa dróżką na drewniany pomost, przy jednym stawiku. Nie oceniłem  głębokości warstwy żwiru i zakopałem się w nim. Nie było żywej duszy, cisza, spokój i moja trwoga. Co począć, Jak się wydostać z tej żwirowej pułapki. Próbuję ale koła buksują w miejscu. Z 15 minut kombinowałem i kombinowałem w końcu wyjechałem. Odetchnąłem z ulgą, bo nie musiałem dzwonić z prośbą o pomoc. Byłoby mi głupio, że taki stary a taki głupi. Ale czego się nie robi, gdy drzemie w człowieku chęć poznania, doświadczenia i spełnienia celu. Ale, byłem również w Zakopanem. Była to jednodniowa wycieczka w góry, dzięki mojej koleżance. Byłem również w Rzeszowie z moim kolegą. Kilka razy wyjeżdżałem również na bliższe i dalsze wojaże z moim synem. Wielka frajda dla mnie, gdy mogę jechać autem, szkoda tylko że nie za kierownicą. Ale lepszy rydz niż nic. Mam zaproszenie od mojego znajomego na jazdę po torze wyścigowym sportowym autem. Planuję to zrealizować w przyszłym roku. Jeszcze wiele rzeczy przede mną. W końcu mój projekt ,, Pokonać niepełnosprawność w drodze po obrzeżach świata,, czeka na realizację. A ja wciąż wierzę, że uda się go zrealizować. Przypomnę tylko, że pierwszy etap ,, Drogami wzdłuż granic kraju,, został osiągnięty. Jego opis jest na mojej stronie www.miroslawbar.pl. Wszystko jeszcze przede mną, bo świat stoi otworem, tylko trzeba z niego korzystać. Oprócz tego, że dużo podróżowałem, to oczywiście dużo ćwiczyłem z moimi rehabilitantami. Bowiem rehabilitacja to podstawa mojego funkcjonowania, tak jak racjonalne odżywianie, właściwy odpoczynek  czy przyjmowanie środków farmakologicznych. I oczywiście świadomość istnienia i świadome życie. Pozostały czas spędzam na czytaniu. Czytam, czytam i jeszcze raz pytam. A jak oczy Już się zmęczą to słucham wykładów, paneli dyskusyjnych i niezależnych programów. Można byłoby jeszcze pisać i pisać, ale nie będę was zanudzał a i tak dziękuję że to przeczytaliście. Ze zdrowotnym pozdrowieniem  Miras

23Gru

GRANICA

Na końcu świata - prawie, byłem dzisiaj. Ściśle rzecz ujmując to byłem na rubieżach UE. Po drugiej stronie szlabanu Ukraina. Krótka to wycieczka, bo gdybym mógł na balkonie stanąć to bym granice z domu zobaczył. Chciałem jednak dokonać inspekcji na remontowanym odcinku drogi z Przemyśla do granicy w Malchowicach. Widać że prace rozpoczęte ale rozmachu to jeszcze nie nabrały. Zawitałem również na Zniesieniu, gdzie przy dobrej widoczności jak zwykle można napawać wzrok piękna panorama miasta.Byłem też z paru innych miejscach. Popatrzcie i powiedzcie gdzie to może być? Wycieczkę moim automobilem odbyłem z moim synem Arkadiusz Bar jako mój oslobisty kierowca.

07Gru

BITCZA

Odbyłem dzisiaj cudowną i sentymentalna podróż po jakże pięknych drogach Pogórza przemyskiego.   Z Przemyśla przez Krasiczyn do Birczy, następnie przez Brzuzkę, Hutę, Łazy i korzeniec. To drogi i tereny bardzo dobrze mi znane. Po pierwsze, że mam tam rodzinę i od małego odwiedzałem te strony. Po drugie, że zjeździłem te tereny rowerem wzdłuż i wszerz i znam każdą dróżkę i ścieżką leśną oraz wiele innych krajobrazowo i przyrodniczo  cudownych miejsc. Po trzecie, że organizowałem tam dziesiątki razy rajdy samochodowe i testy dla zawodników. Pogórze przemyskie jest piękne o każdej porze, również późną jesienią, gdy lasy pozbawione bujnej liściastej czupryny, odkrywają ciekawie ukształtowaną rzeźbę terenu. Liczne wąwozy, meandrujące wśród poszycia leśnego strumienie,  i jeszcze możliwa gdzieniegdzie do podziwiania, stara autentyczna drewniana zabudowa mieszkalna z gospodarczym obejściem. Ale to już ostatnie chwile aby podziwiać te domostwa w których przez tyle lat tętniło życie. To te właśnie domy, pamiętają doskonale lata 40 i grasujące na tych terenach oddziały ukraińskiej powstańczej armii  i strach ich mieszkańców przed ich okrutnym postępowaniem.  Odwiedziłem oczywiście rodzinę, byłem w miejscu w którym stał kiedyś dom mojego pradziadka, a nie byłem tam już 3 lata. W rolę mojego kierowcy wpisał się mój syn.

07Lis

JAZDA AUTEM

Dzisiaj mija 3 lata od dnia od którego nie mogę sam prowadzić samochodu. Tak to 7 listopada 2016 straciłem możliwość robienia tego co tak bardzo kochałem. Z motoryzacją byłem związany z dziada pradziada. Benzynę piłem z mlekiem mamy. Najlepsza zabawą dla mnie jako malucha była pokrywka z garnka, która służyła mi za kierownicą samochodu. Mogłem wirtualnie jeździć w nieskończoność. Wszystko co było okrągłe, nawet płyty gramofonowe w moich rękach stawały się kierownicą. Budowałem makiety torów samochodowych, mechanikę  poznawałem na samochodach moich rodziców. Prawo jazdy robiłem gdy byłem jeszcze w gorsecie ortopedycznym z całkowicie usztywnionym kręgosłupem. Musiałem uzyskać nawet dodatkowe zaświadczenia lekarskie dopuszczające mnie do egzaminu. Zdałem za pierwszym razem .  Każde wejście do samochodu było dla mnie jak misterium. W kokpicie auta czułem się  lekki i wolny od wszystkich doczesnych spraw.   Nie było nic, tylko ja moja maszyna i droga. Czułem pełną jedność  z tym materialnym tworem, który dla mnie miał jednak duszę. Mogłem jeździć dzień i noc, szczególnie lubiłem długie trasy.  Nie, nie byłem kierowcą zawodowym, a motoryzacją potraktowałem tylko hobbystycznie. Ale interesowałem się sportem samochodowym i często wyjeżdżałem jako obserwator i sędzia PZM na różne zawody samochodowe i w kraju i za granicą. Do dziś nie mogę się uporać z tym, ze nie mogę zasiąść za sterami mojego bolidu, nie mogę chwycić gruszki i zapytać ,, mobilki jak ścieżka na Gdańsk,, nie mogę się rozkoszować spokojną, płynną jazdą, nie mogę poczuć adrenaliny jazdy sportowej. Nigdy nie miałem wypadku samochodowego jak niektórzy podejrzewają, a mój stan jest wynikiem choroby. Owszem parę mandatów zapłaciłem i parę sytuacji miałem, ale zawsze ,,do przodu,,. Od 3 lat nie śledzę prasy motoryzacyjnej, nie śledzę nowości produkcyjnych, nie śledzę zmian w prawie drogowym, nie zajmuje się bezpieczeństwem ruchu drogowego. Jedynie śledzę sport samochodowy. Nie mogę powrócić do pełnego zainteresowania motoryzacją, bo ilekroć otwieram portale moto, ściska mnie coś w środku, otwiera się tęsknota za uciekającym horyzontem, za znikającym punktem.  Uważam że jazda samochodem jest  taką rozkoszą jak seks, a nawet lepsza bo trwa znacznie dłużej. To kolejne ciężkie dla mnie doświadczenie jakie otrzymałem od życia. Te zdjęcia to już wspomnienia, ciekawe, przyjemne i radosne. Ale samymi wspomnieniami człowiek żyć nie może. A ból, uścisk w sercu i w duszy pozostaje. Z pozdrowieniami dla wszystkich co za kierownicą. Mirek

27Paź

DESZCZ

Można rzec, że pogoda mi nie straszna. No nie do końca,  mżawkę i mały deszcz przetrzymam, gorzej gdy mocniej popada i zawieje. Jeszcze trudniejszą przeszkodą jest niska temperatura, gdyż mimo termoaktywnej bielizny i puchowej kurtki moje ciało mocno reaguje bólem i skurczem mięśni. Nie jest to przyjemne uczucie a wręcz bardzo nieprzyjemne. Dlatego jesienią moje wyjazdy poza dom są sporadyczne i wynikają tylko z konieczności. Ale i tak jest postęp, bo ubiegłego roku o tej porze nie było nawet mowy o podjęciu próby samodzielnego wyjazdu. Wyglądam dość dziwacznie, ale ,,nic to,,  jak kazał powiedzieć Wołodyjowski do swojej Baśki.

24Paź

DIETA

Dzięki właściwemu odżywianiu  w sposób znaczący podniosłem wszystkie parametry medyczne mojego organizmu i dzięki temu zyskałem i lepsze samopoczucie i nieco więcej siły. Niestety samą dietą nie można zregenerować obwodowego układu nerwowego, a zmiany w odcinku szyjnym mojego kręgosłupa są duże i po sześciu paraliżach utrwalone, że w tym zakresie nie można oczekiwać spektakularnych efektów. Jednak dieta i właściwa suplementacja mikro i makroelementami, witaminami, przynosi Pozytywne efekty. Pamiętajcie jeszcze o wodzie, czystej, alkalicznej, strukturyzowanej wodzie. Woda jest źródłem życia i nasz organizm potrzebuje jej jak ,, ryba wody,,.

Go to Top