1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer
18Wrz

UDOGDNIENIE

Wielkie brawa dla Delegatury Urzędu Wojewódzkiego w Przemyślu przy ulicy Mickiewicza za udogodnienie zaproponowane poprzez napis sugerujący możliwość pomocy dla osoby niepełnosprawnej na parkingu przy tym urzędzie. Nie dość, że są wyznaczone dwa miejsca na niebiesko, to jeszcze istnieje możliwość skorzystania z pomocowej obsługi pracownika urzędu dla osoby mającej problemy z samodzielnym poruszaniem się a chcącej załatwić sprawę w tutejszym urzędzie. Jestem taką formą pozytywnie zaskoczony i muszę przyznać, że pierwszy raz spotykam takie rozwiązanie. Sam dokładnie 7 lat temu wyrabiając nowy paszport, kiedy jeszcze byłbym w stanie sam kierować autem, miałem nie lada problem aby samodzielnie wysiąść z pojazdu nie mówiąc już o całej reszcie, a to proszę po prostu ,, cud marzenie ,,. Dobrze by było gdyby urzędy ZUS gdzie często niepełnosprawni muszę przyjeżdżać, skopiowały ten pomysł. Wielokrotnie byłem wzywany do ZUS w Rzeszowie a tam żeby zaparkować trzeba korzystać z prywatnego płatnego parkingu. Dodam jeszcze, że gdy wózkiem Pokręciłem się po parkingu, po chwili pojawiła się pani urzędnik z pytaniem czy oczekuję pomocy. No to byłem już w szoku. Zmienia się, naprawdę zmienia się na lepsze podejście do osób kalekich, ułomnych, Inwalidów, niesprawnych, zwał jak zwał ale najważniejsze, że jest zrozumienie wśród coraz większej części społeczeństwa i odczuwa się to coraz wyraźniej. Może to ja mam tylko takie odczucia, ale tak to odbieram i to nie tylko na tym przykładzie ale na dziesiątkach, ba setkach osobistych doświadczeń. Dziękuję wszystkim tym we własnym imieniu i tej wcale nie tak małej populacji osób nie w pełni sprawnych za takie życzliwe podejście do problemów i barier jakie musimy każdego dnia pokonywać. Można mieć jeszcze wiele życzeń i oczekiwań, ale ,, nie od razu Kraków zbudowano ,,. Najważniejsze, że progres jest. Dziękuję i cieplutko pozdrawiam. Miro

23Sie

OPERACJA

Pozbyłem się kilku szufli żwiru, który wyprodukowałem w swoim narządzie wydalniczym. Nie było wyjścia i musiałem trafić na stół pod wprawne ręce chirurga. Ale co tam, rachu ciachu i po piachu,  godzinka i 5 minut  i po krzyku. Zawsze jak mnie usypiają to proszę o kolorowe i ładne sny, ale i tym razem chyba zapomnieli, bo  nie pamiętam żebym śnił. Tak już mam widocznie, że twardo śpię. Ale raz miałem taką operację, a było to dokładnie 44 lata temu, że podali mi zbyt słabą dawkę wstępnej narkozy i przystąpili do czynności przed operacyjnych przy mojej częściowej świadomości. Było to niezmiernie paskudne uczucie, gdy wie się że będą  kroić kręgosłup szyjny i że to długa i skomplikowana operacja a człowiek wszystko czuje i nic nie może powiedzieć, choć tak bardzo chce zakomunikować, że jeszcze nie czas, że jeszcze nie teraz, że jeszcze nie śpię. Czułem narastający niesmak w ustach i męcząca i bolesną intubację, chciałem krzyczeć ale nie mogłem, twarze pielęgniarek i lekarza zaczęły się rozpływać w mgle, czułem jak wyginają mi głowę, jak układają do operacji. Mam w pokładach pamięci różne doznania i przygody związane z moją walką o trwanie przy życiu. Ale teraz było spoko. Kroplóweczka w żyłę i odpływamy, film się urywa, a po wszystkim pobudka. Chciałbym, aby operacje były filmowane i potem można było pooglądać przebieg czynności chirurgicznych. Byłoby to ciekawe. Mój pobyt w szpitalu musiał się wydłużyć o jeden dzień ze względu na drobne komplikacje pooperacyjne, które dzięki podjętym czynnościom przez lekarzy udało się szybko wyeliminować i w niedzielne popołudnie mogłem zostać przeniesiony z łóżka do mojego wózka, ubrany, spakowany i mogłem ruszyć w drogę do domu. Niestety ale musiałem zrezygnować z trzech  zaplanowanych na sobotę i niedzielę imprez. Szkoda, ale mus to mus. Parę dni i dojdą do siebie. Tylko pogoda musi dopisać bo chcę nadrobić zaległości. Cieplutko pozdrawiam. Mirek

17Sie

SPOTKANIE

Przemiłe spotkanie z absolwentką mojej szkoły SP 15 @elwir, która dziś już prowadzi swoje dorosłe i niezależne życie a która pamiętała o swoim byłem belfrze dyrektorze. To miłe, gdy można powspominać ,, stare ,, czasy i wymienić się wspomnieniami oraz późniejszymi przeżyciami życiowymi. Pamiętam większość swoich uczniów i choć minęło nieco lat od kiedy nie ma mnie w zawodzie to pamięcią wracam do tamtego okresu, kiedy tyle się dzieło pozytywnego w moim życiu. Nie wszystkich dziś jestem w stanie rozpoznać, bo każdy z nas się zmienia, ale cieszy mnie to, że nadal z wieloma mam kontakt, z niektórymi skały, z niektórymi okazjonalny, a z niektórymi przypadkowy. Jutro znów muszę zameldować się w szpitalu po to by poddać się zabiegowi operacyjnemu usunięcia trzech brylantów, który w sobie wyhodowałem. Jestem jak zwykle dobrej myśli i już planuję kolejne podróże i przedsięwzięcia. Alleluja i do przodu. Korzystajcie z ostatnich dni wakacji, a póki co cieplutko was pozdrawiam. Miro

09Sie

MIEJSCOWKA

Dokonałem wczoraj lustracji trasy przejazdu przez Przemysł wyścigu kolarskiego Tour de Pologne z intencją wyboru najdogodniejszego dla mnie miejsce do obserwacji zmagań kolarzy. Myślałem, że wał przy Wilsona będzie najlepszym miejscem, ale po organoleptycznym a bardziej wózkoleptycznym doświadczeniu przejazdu po wale doszedłem do wniosku, że dla mnie to chyba nie dobre miejsce, bo z pozycji siedzącej w tłumie ludzi niewiele zobaczę. Najbardziej by mnie interesowało przejście lewy do prawego z ulicy Wilsona na Sportową i potem lewy nawrót na Jagiellońską. W pierwszym przejeździe pozostaje mi jednak chyba tylko sama Jagiellońska. Może tam się przebiję. W drugim przejeździe warto byłoby się wbić na podjazd do mety przy ulicy Tatarskiej, ale zapewne nie będzie jak się tam przedostać, bo ulica będzie zamknięta. Będę cos musiał kombinować. Będzie super.  Trzymam kciuki za kolarzy, którzy dzisiaj zaczynają zmagania i za organizatorów wyścigu. Liczę na piękne widowisko w Przemyślu z wspaniałą panoramą miasta na finiszu przemyskiego Królewskiego etapu. Spotkajmy się przy trasie. Miro

28Cze

BLOKADA

I jak tu proszę was mam jechać wózkiem po chodniku jak ,, taka sytuacja,,. Nie ma wyjścia trzeba zjechać na jezdnię i podążać przy krawężniku, tym bardziej że po drugiej stronie ulicy krawężniki najazdowe przy bocznych uliczkach są bardzo wysokie i nie sposób je pokonać. W tym miejscu to  niemal standard, że chłodnik jest zajęty. Ale przywykłem do tego, bo to nie jedyna  tata sytuacja. To drobne przeszkody, które można bez problemu pokonać, czasami nakładając drogi i tracąc czas i się tym zbyt już nie przejmuję. Napotykam na trudniejsze, których nijak obejść nie można, np. przychodnie lekarskie  ze schodami ale bez podjazdów, podnośników czy platform już nie mówiąc o windach. Ale nie myślcie że się użalam, ja tylko sygnalizuje. Z tyloma rzeczami które zwalają się na moją głowę daję sobie radzę to z takimi sytuacjami tym bardziej sobie poradzę. Uważam jednak że warto pokazywać dobre przykłady ale również wskazywać na niewłaściwe, bo to uczy nas wszystkich. Przecież uczymy się nie tylko w szkołach i na uniwersytetach  ale również na błędach zarówno naszych jak i innych. Więc wyciągamy wnioski i stosujmy je w swoim życiu. Może trochę moralizuje, ale jak mnie spotkacie czasami na jezdni a nie na chodniku to znaczy że coś nie zadziałało. Z humorem cieplutko was pozdrawiam.

24Cze

ODMOWA

Nie dane mi było w dniu wczorajszym skorzystać z autobusów komunikacji miejskiej bo dwóch kierowców odmówiło mi rozłożenia platformy najazdowej, twierdząc że uchwyty do podnoszenia są zabrudzone i nie da rady ich otworzyć. Moja prośba o podważenie śrubokrętem lub innym przyrządem jak to robili inni kierowcy, również spotkała się z odmową. Gdy podjechał pierwszy z autobusów stary Otokar nawet nie podjeżdżałem, bo wiem, że w tych modelach najazdy są w kiepskim stanie, jednak dwa następne to niemal nówki, którymi już nie raz jeździłem. Jednak zarówno w pierwszym autobusie kierowca nie podjął próby, podobnie jak w drugim z autobusów również kierowca nie wykazał woli wykonania swojej powinności. Zostałem na przystanku i musiałem ,, jechać na piechotę,,. Przecież w ubiegłym roku wielokrotnie jeździłem autobusami i tamci kierowcy zawsze znajdowali sposób na podniesienie uchwytu i rozłożenie najazdu. Widocznie potrzebne jest tylko Dobra Wola, bo nie trzeba mieć do tego specjalnych ani umiejętności, ani kwalifikacji, ani żadnego specjalistycznego sprzętu. Jest to dziecinnie prosta czynność, która nie wymaga również wielkiej siły. Miałem załatwić w mieście ważną dla mnie rzecz, miałem jednak akumulator w wózku naładowany i nie byłem związany terminem, więc pojechałem i załatwiłem sprawę tylko tyle że później, więc nic się nie stało. Skoro jednak współczesne autobusy są wyposażone w najazdy dla wózków kierowcy powinni je otwierać, co zresztą jest ich obowiązkiem, a jeżeli ich stan techniczny w wyniku zabrudzenia jest gorszy, to ktoś powinien o to dbać aby były sprawne. Nie oczekuję ani nie wymagam aby wszystko było dostępne, bo do tego jeszcze daleka droga, ale jeżeli już jest ta dostępność stworzona to niech będzie sprawna technicznie aby była możliwość z niej skorzystania. To co prawda mikro problem do moich innych problemów, ale będą z sobą teraz wozić śrubokręt, którym można bez problemu wydłubać zgromadzony przy uchwycie brud i bez problemu wysunąć najazd.

29Maj

CIAGLE PADA

Ciągle pada, mokre niebo się opuszcza coraz niżej,, śpiewał Seweryn Krajewski przed laty. No i dalej ciągle pada nie zważając na tak piękną porę roku jaką jest maj. Ja rozumiem, że masz przyjaciel deszcz ma w unijnej procedurze opadów zapisaną normę słupa wody na metr kwadratowy do wylania, ale żeby aż tyle. Czy to nie przesada aby tak śrubować normy.  Widocznie z przodownika pracy Pstrowskiego unijni biurokraci  brali przykład przy ustalaniu norm i parametrów opadów. Muszę się jeszcze przyjrzeć kroplom deszczu czy spełniają parametry normy krzywizny, tak jak musiał spełniać ogórek, który według urzędniczej normy nie mógł być zbyt wygięty, bo zajmował pustą powierzchnię przy transporcie. A może deszcz według nowej utajonej normy to nie deszcz tylko inny twór, tak jak ślimak nie był mięczakiem tylko rybą, bo tak ustalili brukselscy biurokraci. Nie, Ja nic nie sugeruję, to tylko takie luźne i wolne myśli zdesperowanego pogodowym obrotem sprawy człowieka oczekującego zrównoważonej  według arbitralnie ustalonych parametrów pogody. Dlatego jako wolny obywatel tego świata wnoszę petycję o przywrócenie pogodowej równowagi.

 

22Maj

WIOSN

A by cię licho wzięło z takim majem. Już kwiecień kąsał zimnem i nie pozwalał osobnikom o naturze borsuczej wychylać się ze swoich domowych pieleszy, ale żeby  maj trzymał nas zamkniętych w chałupie. To niedobrze o nim świadczy. Ja myślałem że w  maju to jak w raju, cieplutko, milutko, faceci napakowany tors pokazują porządkując obejścia, kobitki stroją się w spódniczki mini, ptaszki zalotnie ćwierkają w rytm melodii do słów piosenki ,, święty Antoni, święty Antoni serce zgubiłam pod miedzą,, którą Hanka Ordonówna tak wspaniale wykonywała, a to nic z tych rzeczy. Ponuro, chłodno, wietrznie i wilgotno. Wiosna się spóźniła i najwyraźniej chłodem nas smaga. A może to spisek globalny i układ parafialny. Wszystko możliwe co jest nawet niemożliwe. Mimo wszystko jak zawsze gorącym serduchem was pozdrawiam. Miro

18Maj

TRAWY

Będzie wiosna, będzie trawa rosła. To tata gadka szmatka, ale prawdziwa jest ona, bo wiosną trawy rosną. Dawniej nie było z tym problemu, jak trawa rosła to ją jakaś krowa albo koza zjadała i po sprawie. Dzisiaj to dylemat wręcz egzystencjonalny, kosić czy nie kosić. Jak skosimy to obetniemy głowy trawie i już nie zakwitnie i nasion nie wyda, jak nie skusimy to owszem plon wyda ale przyrośnie masa włóknista a tym samym jakość trawy gwałtownie spadnie.  Na tym tle zarysowała się linia podziału między zwolennikami koszenia a ich przeciwnikami, którzy hołdują ekologicznej teorii kwietnych łąk. Dlaczego wszystko nas musi dzielić, ale z drugiej strony taki podział może być konstruktywny i może prowadzić do inspiracji a w konsekwencji do wypracowania nowego modelu pośredniego, który nie dość że zadowoli obie strony,  to przyniesie pożądany efekt wizualny i biologiczny. Dlatego zamiast dyskutować i przerzucać się wypełnioną czasami logicznymi a czasami irracjonalnymi argumentami treścią, należy usiąść do stołu i wcale nie musi to być okrągły stół i ustalić gdzie kosimy, a gdzie zakładamy kwietne łąki. Kwestia w tym, że jedne i drugie wymagają pielęgnacji a ta też kosztuje. Najłatwiej jest bowiem coś zaproponować a nawet zainicjować a odpowiedzialność za utrzymanie przerzucić na kogoś innego. Uważam, że inicjator przedsięwzięcia wymagającego stałej obsługi powinien tę obsługę zagwarantować. Najłatwiej jest  bowiem wymagać i krytykować co do znudzenia już powtarzam, a od siebie niewiele wnieść do społecznego dobrostanu. Mirek

Go to Top